niedziela, 30 sierpnia 2009

Dość staroci!

I na tym byśmy skończyli przenoszenie materiałów ze starej strony www. Dotychczasowa strona idzie do unicestwienia, to co było do przeniesienia z treści turystycznych już zostało przeniesione. A www.draft.gliwice.pl od teraz wraca na wyposażenie firmy, już niedługo nowa odsłona.

"Batalion Rakietowy" na Wielkiej Rycerzowej.

Marzec 2009.

Dwudniowa wycieczka w rejon Worka Raczańskiego. Plany były ambitne: Przegibek, może nawet Wielka Racza. Życie zweryfikowało je bezwzględnie, śniegu masa, szlaki ledwie przedeptane. Z dużym opóźnieniem i zmęczeniem doszliśmy w sobotę do Bacówki na Wielkiej Rycerzowej. Niedzielny powrót w odwilży i deszczu przez Mładą Horę do Rycerki. Na szczęście mieliśmy rakiety.

Kopiec Wolności w Piekarach Śląskich.

28 lutego 2009.

Do wojewódzkiego Biura Funduszu Pracy w Katowicach przez Wydział Powiatowy w Świętochłowicach

Dnia 20. czerwca 1937 r. odbędzie się w Województwie Śląskim uroczystość 15 - lecia objęcia Śląska przez Władze Polskie. Uroczystość ta połączona będzie z poświęceniem Kopca Wyzwolenia w Piekarach Śląskich. W uroczystości tej wezmą udział oprócz całego społeczeństwa polskiego przedstawiciele Rządu Polskiego z Panem Marszałkiem Polski Śmigłym - Rydzem na czele. Komitet obchodu tej uroczystości przewiduje w programie pomiędzy in. defiladę Wojska i organizacyj półwojskowych oraz wszystkich uczestników uroczystości, która ma się odbyć pod kopcem. Droga, którą kroczyć będzie defilada, nie jest jeszcze ukończona. Zgodnie z ustnemi rozmowami z panem Dyrektorem Funduszu Pracy Dr. Obierkiem w czasie jego wizji lokalnej na kopcu Wyzwolenia, sporządzono kosztorys na ukończenie robót tej drogi. Według załączonego kosztorysu ogólne koszta tych robót wynoszą 22000,- zł. Przy robotach tych zatrudnieni będą miejscowi bezrobotni a najwięcej bezrobotni uczestnicy walk o wolność Śląska, których liczba sięga na terenie naszej gminy do 250 osób ze względu na nieomal zupełne zamknięcie wszystkich przedsiębiorstw ciężkiego przemysłu w okolicy. Pokrycie kosztów budowy tej drogi nie może nastąpić z innych źródeł, ponieważ dotacjami Skarbu Śląskiego zostaną wykonane roboty około sypania kopca i jego otoczenia, zaś gmina wydając na cele budowy kopca kilkanaście tysięcy złotych nie ma w przyszłości funduszów z powodu opancerzenia budżetu gminnego przez komisję oddłużeniową. Z powyższych względów i na fakt bliskości terminu poświęcenia kopca, prosimy o przyznanie nam subwencji według załączonego kosztorysu na budowę drogi do kopca Wyzwolenia w kwocie 22000,- zł.

pismo naczelnika gminy Piekary z 4. grudnia 1936 roku;
pisownia oryginalna


Na Kopiec Wolności postanowiliśmy wejść przy okazji naszej wizyty w parku świerklanieckim. Drogę powrotną z Świerklańca wybraliśmy tym razem przez Bytom. Kopiec jest zlokalizowany niemal przy drodze, nie sposób go nie zauważyć. Wejście na kopiec niedługie choć w śniegu, widoki za to piękne i szerokie. Idzie wiosna, wygląda na to że to nasze ostatnie zimowe "wejście" w tym sezonie.

Po kilku latach przerwy pokusiłem się o pstryknięcie i zmontowanie fotopanoramy. Co z moich prób wyszło można zobaczyć poniżej klikając na miniaturkę obrazka. Zapraszam.

Biegówki po raz pierwszy i drugi.

20 stycznia 2009.

Na stare lata człowiek głupieje. Tak mówią. I chyba coś w tym jest.
Zamiast siedzieć przed telewizorem wymyślamy kolejne dziwaczne rzeczy. Tym razem narciarstwa biegowego nam się zachciało.
Narciarstwo biegowe to może przesada, więcej tam było powolnego szurania niźli biegu. Sprzęt dość przypadkowy, całkiem wiekowy, jeszcze z poprzedniej epoki. Właściwie nic nie było wymiarowe, nic nie było takie jak trzeba, nic nie było dobrane do wzrostu.
Ale było!
Mimo kiepskich warunków, odwilży i śniegu lepiącego się potwornie do nart zrobiliśmy pierwsze kroki na nartach biegowych. Ot niezbyt długa wycieczka do kaplicy Św. Magdaleny k. Tworoga Małego. Ale jednak!


15 lutego 2009.


Właściwie miało już nie być zimy. Śnieg wytopiło, zrobiło się całkiem ciepło. Ale nie ma żartów, luty to jest luty i basta. Po jakimś tygodniu roztopów i odwilży temperatura spadła i sypnęło śniegiem. Oczywiście już po zimowych feriach - to normalne.
Świat zrobił się bajkowo biały, wszystko zostało przykryte śnieżną kołderką, pola , lasy, drzewa , krzewy.
Narty biegowe przedwcześnie już schowane w szafie trzeba było ponownie wyciągnąć. Wyciągnąć, przesmarować i użyć.
Podjechaliśmy samochodem do Brantołki, przypięliśmy do nóg narty i poszuraliśmy nasza ulubioną drogą w las.
Trasa była świeżo przysypana śniegiem, ledwie przetarta przez kilku narciarzy. Dotarliśmy w okolice wieży obserwacyjnej, niemal w samym środku lasu. Powrót do Rud jakby szybszy, w końcu jest lekko z górki.

Zaczyna się nam to podobać. Decyzja zapada: w przyszłym roku porządny, nowy sprzęt.

Wielka Racza z Oszczadnicy Lalików.

7 lutego 2009.

Totalne roztopy, wszystko płynie. Wieje halny, może niezbyt mocny i porywisty ale ciepły.
W Zwardoniu było w sobotni, słoneczny poranek ponad 10 stopni na plusie, potem się zachmurzyło, ale wcale nie ochłodziło.

Trasa taka sobie ale w mokrym, gównianym śniegu:
Oscadnica Lalikovci - sedaczkową lanowką na grzbiet - Wielka Racza (obiadek w polskim schronisku) - siodełko pod Upłazem (granicą) - Dolina Ticha (na pałę przez las a potem stokówkami) - Zavozy - Lalikovci.

Zdjęcia przedstawione poniżej zrobione zostały ze szczytu Wielkiej Raczy. W sumie nie chciało mi się nawet wyciągać aparatu po drodze...

PS. Słowacja z racji kursu ojro zrobiła się droga.

Spacer w Kleszczowie.

13 grudnia 2008.

Mija właśnie dwudziesta siódma rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Znowu w TV będą pyskówki, pikiety pod domem generała, wskazywanie że gdzie oni teraz to kiedyś stało ZOMO... Puściliśmy kantem ten cały polski bajzel. Pogoda jak najbardziej spacerowa. Zimy nie ma, jesień ciągle nie daje za wygraną. Samochodem krótki podjazd do Kleszczowa i dalej w las na nogach. Droga "Starogliwicka" błotnista trochę, rozjeżdżona miejscami przez samochody wywożące drewno ze zrębów. Dało się jednak jakoś przejść, największe problemy stanowił zwyczajowy opór dzieci - bez tegoż oporu, zupełnie bezinteresownego, nasze krótkie i nieco dłuższe wypady straciły by swój specyficzny smak.
Doszliśmy do wiaduktu nad koleją piaskowa - trasa niezbyt wykańczająca ale nie będę przesadzał - wszak to drugi miesiąc mojej niewyleczonej choroby.

PS: Podczas ostatnich wyborów prezydenckich także maszerowaliśmy tą drogą. Doszliśmy wtedy do Rudna gdzie w miejscowej szkole, w tamtejszym punkcie wyborczym spełniliśmy nasz obywatelski obowiązek. Jednak skutek naszego ówczesnego spaceru był, jak wiadomo powszechnie i dobitnie od jakiś trzech lat, dość marny... Czy ta trasa jest już upolityczniona?

Soszów Wielki.

11 listopada 2008.

Jesień w tym roku trzyma długo i ciepło. Gdyby nie moja trzytygodniowa choroba to byłoby wręcz cudownie. Niestety na słoneczko i błekitne niebo na przełomie października i listopada mogłem tylko sobie popatrzeć przez okno. Długi weekend powiązany z Świętem Niepodległości też praktycznie przeszedł bokiem. Jedynie ostatni dzień tegoż długiego weekendu wybraliśmy sie na krótką wycieczkę w góry. Cherlający i kaszlący ale w górę powoli deptający...

Podjechaliśmy samochodem do Wisły Jawornika i stamtąd niebieskim szlakiem, krótkim podejściem do schroniska pod Soszowem. Po zjedzeniu małego obiadku pokręciliśmy się troszkę w okolicach szczytu a potem nieco okrężną drogą i bez szlaku zeszliśmy na powrót w dolinę.

Schronisko pod Soszowem.
Podobno niesamowicie "klimatyczne", jak to się teraz w obecnych czasach nazywa. Jakoś tego klimatu nie wyczułem, może gdybym tam nocował to moje wrażenia były by inne. Główna jadalnia zamknięta, goście przyjmowani byli w czymś na ksztalt przedsionka, piwo podawano w plastikowych jednorazówkach....


Wyspa Wolin na deszczowo.

16 lipca 2008.

To miała być wspaniała, przyjemna przejażdżka po zielonych lasach Wolina. Ambitne plany, jakieś 80-90 kilometrów. Nie udało się. Lało się z nieba i tyle.
Ale nie będę wymiękał zbyt pochopnie, mimo że deszczowo to jednak w sumie ciepło więc jadę, tym bardziej że z przyjechałem tu z Dźwirzyna a to prawie sto kilometrów.
Zatrzymałem samochód w Dargobądzu i szybko poskładałem rower. Ruszyłem piaszczystą drogą w kierunku Karnocic. Droga wpierw gruntowa przed samą wsią przeszła w "kocie łby" z polodowcowych otoczaków. Za Karnocicami to co chyba najpiękniejsze w tym dniu: wąski i kręty szlak nad brzegiem Zalewu Szczecińskiego. Te 2 kilometry to jedno z czołowych miejsc na mojej prywatnej liście "turystycznych przebojów". Później szlak wchodzi na wzgórza morenowe i leśnymi drogami wyprowadza do Lubina, na chwilę tylko sprowadzając mnie nad Zalew, do rosnącego w jego pobliżu "Dębu Wolinian". W Lubina na wzgórze Zielonka, dalej na Piaskowa Górę i nad Jezioro Turkusowe w wyrobisku dawnej kopalni kredy. Robię sobie odpoczynek w sezonowej knajpce nad brzegiem jeziora, smażona rybka, piwko. Pogoda pod psem, mimo że już całkiem zdrowo po południu jestem zaledwie drugim klientem tego dnia.

Dalej jadę asfaltem do Wicka i Międzyzdrojów, gdzie w końcu przestaje padać. Zaglądam na deptak i molo - chwilę później juz wiem dlaczego nie lubię nadmorskich miejscowości. Uciekam z Międzyzdrojów czym prędzej. Zdyszany dojeżdżam do Wzgórza Gosań. To najwyższy brzeg morski w Polsce. Do Wisełki mam w dół, świst w uszach, jakieś 50 km/h na liczniku. We wsi skręcam na południe i drogą mijającą malownicze jeziora docieram do zagubionego w lesie Warnowa. Asfaltami przez Kodrąbek zamykam pętlę i kończę wycieczkę. Wsiadam do samochodu mokry i zmęczony, ale zadowolony że jednak się udało pojeździć na Wolinie. Dystans zaledwie 50 km ale można rzec że przejechany na rowerze wodnym...

Wolin (pom. Wolin, niem. Wollin) – należąca do Polski i zarazem największa w Polsce, wyspa. Położona w południowej części Zatoki Pomorskiej. Od lądu stałego oddzielona jest cieśniną Dziwną, Zalewem Kamieńskim i Zalewem Szczecińskim, a od wyspy Uznam – Świną.
Warunki naturalne Wolina są urozmaicone: tereny bagniste na południu, nizinne, leśne, a także wzniesienia morenowe (Pasmo Wolińskie z kulminacją Grzywacza – 116 m n.p.m., najwyższym punktem wyspy) oraz wybrzeże klifowe – najwyższe w Polsce – ok. 80 m oraz ciągnące się na przestrzeni 15 km, od Międzyzdrojów do Świdnej Kępy.
Na obszarze wyspy wyróżnić można trzy charakterystyczne półwyspy: Półwysep Przytorski w części zachodniej, Półwysep Międzywodzki w części wschodniej oraz Półwysep Rów na południu Wolina. W środkowej części wyspy znajduje się Pojezierze Wolińskie, z największym jeziorem Koprowo. Wschodnie tereny przybrzeżne objęte są granicami obszaru Natura 2000 – Ujście Odry i Zalew Szczeciński.
U południowo-zachodniego wybrzeża, na Zalewie Szczecińskim znajduje się szereg drobnych wysepek, z których największa to Wielki Krzek.
Duża część wyspy jest objęta Wolińskim Parkiem Narodowym, wschodnie tereny przybrzeżne należą do obszaru "Natura 2000 – Ujście Odry i Zalew Szczeciński".

Woliński Park Narodowy.
Woliński Park Narodowy utworzony w 1960 roku obejmuje ochroną część największej polskiej wyspy – Wolin (woj. zachodniopomorskie). Szczególne walory Parku to: najpiękniejszy odcinek polskiego wybrzeża klifowego, dobrze zachowane lasy bukowe, unikalna - wyspiarska delta Świny, przybrzeżny pas wód Bałtyku. Do roku 1996 Park zajmował powierzchnię 4844 ha, kiedy to udało się włączyć w jego granice obszar 1 mili morskiej wód przybrzeżnych Bałtyku, archipelag wysp we wstecznej delcie Świny wraz z otaczającymi je wodami Zalewu Szczecińskiego. Od tego momentu Woliński Park Narodowy stał się pierwszym w Polsce parkiem morskim. Obecna powierzchnia Parku wynosi 10937 ha, w tym ekosystemy leśne zajmują 4648,53 ha (42,50 % powierzchni Parku), ekosystemy wodne 4681,41 ha (42,80%) i ekosystemy lądowe nieleśne 1607,46 ha ( 14,70 %). Ochroną ścisłą objęto obszary o łącznej powierzchni 498,72 ha ( 4,56 %).
informacje za: www.wolinpn.pl


Szlak niebieski nad Zalewem Szczecińskim.
To dla mnie najpiękniejszy kawałek Wolina. Nie byłem tu po raz pierwszy, jakieś 20 lat temu (o Boże jak ten czas leci) przeszedłem tą drogę na nogach i chciałem tu wrócić jeszcze.
Szlak ten na 2 kilometrowym odcinku za Karnocicami w kierunku Lubina ciągnie sie u stóp wysokiego brzegu opadajacego pagórkami to wody. Szlak jest piękny! Wąska ścieżka wijąca się wsród powalonych drzew, raz po raz schodząca do samej wody i ocierająca się o przybrzeżne szuwary. I niesamowita atmosfera mlecznej bieli o strony Zalewu, gdzie w deszczowej aurze jaką mnie obdarzylo niebo, lustro wody psychodelicznie zlewało się na horyzoncie z szarym niebem, tak że nie dało sie dociec gdzie sie kończy woda a gdzie zaczynają niskie mgły i chmury. I chwilami widoczny w tej szarzyźnie jakby unoszący się w powietrzu statek - duży całkiem kontenerowiec.



Przybrzeżne płycizny Zalewu Szczecińskiego z malowniczymi szuwarami oczeretu jeziornego.
Jako jedne z najcenniejszych powierzchni roślinności nieleśnej podlegają ochronie ścisłej. Tereny te podlegają wyłącznie naturalnym spontanicznym procesom kształtowania - tu człowiek nie ingeruje.



Zwalone drzewo na szlaku.
To jest park narodowy - miejscami szlak jest zagrodzony zwalonymi drzewami, bywało że trzeba było wejść do wody by je ominąć.



Subatlantycki bór świeży. (Leucobryo-Pinetum)
Las z dominującą sosną, który występuje na ubogich piaszczystych glebach. Mała wilgotność gleby, dająca wrażenie ‘świeżości’ przy dotyku, dała nazwę boru – „świeży”.
Silny wpływ klimatu morskiego sprawia, że w borze można spotkać specyficzne gatunki runa lesnego: zimoziół północny (Linea borealis) bardzo efektowny mech bielistka siwa (Leucobryum glaucum) czy widłak jałowcowaty (Lycopodium annotinum).
Typowe jest występowanie zwartych kobierców mchów i niskich traw oraz rozległych łanów borówki czernicy. Bory zajmują łącznie około 20% powierzchni lasów Parku zaś ich średni wiek to około 90 lat.
Las przedstawiony na zdjęciu to bór rosnący nad brzegami Zalewu Szczecińskiego, w rejonie pomnikowego "Dębu Wolinian".



"Dąb Wolinian"
Jedno z najstarszych drzew WPN. W ostatnim czasie mocno uszkodzone na skutek sztormu. Przy drzewie głaz informujący, iż znajduje się przy obszarze ochrony ścisłej im. Adama Wodziczki. W pobliżu dębu bierze swój początek trasa ścieżki dydaktycznej „ Nad Zalewem Szczecińskim”, której głównym celem jest przybliżenie bioróżnorodności gatunkowej Parku, ze zwróceniem szczególnej uwagi na awifaunę tych terenów.



Punkt widokowy Piaskowa Góra
Znajduje się na zboczu stromego, piaszczysto-kredowego urwiska wznoszącego się nad południowym brzegiem Jeziora Turkusowego. Na stromych zboczach rośnie trudno dostepny, dziki las. Wyglada to jakby nie nadmorsko - wręcz zapachniało górami.



Wzgórze Gosań.
Gosań to najwyższe wzniesienie polskiego wybrzeża leżące bezpośrednio nad morzem (95 m n.p.m.), znajdujące się na terenie Wolińskiego Parku Narodowego. Miejsce to odznacza się niespotykana dynamiką: corocznie w wyniku abrazji do morza obsuwa się około 1 metra lądu wraz z drzewami i zaroślami.



Jezioro Wisełka.
Tylko usiąść i zapomnieć o całym świecie.



Jezioro Czajcze.
Powszechnie uważane za najpiękniejsze naturalne jezioro Wolina.
Wyróżnia się przede wszystkim puszczańskimi brzegami i nietypowym, przypominającym podkowę, kształtem. W sam środek jeziora wbija się zalesiony półwysep, który w zamierzchłym średniowieczu był warowną wyspą Wolinian.
Kilkaset lat później stanął tu drewniany, myśliwski zamek jednego z książąt pomorskich.

Stawy Łęższczok.

Sierpień 2008.

Krótka wycieczka rowerowa, tym razem nie do Rud a za Rudy. Pogoda pozornie niepewna lecz jednak utrzymała się do końca wycieczki na niezbyt ekscytującym choć zadowalającym poziomie. Podjazd samochodem do Rud Raciborskich i dalej na rowerkach. Trasa nieimponująca, zaledwie 40 km.
Rudy Raciborskie - Wildeck - Nędza - Łęższczok - Babice - Adamowice - Szymocice - Jankowice - Rudy Raciborskie.

Rezerwat leśno-stawowy 'Łęższczok"

Łęższczok to jeden z niewielu tego typu rezerwatów w Polsce. Utworzony został w roku 1957 i ma za zadanie ochronę pocysterskich stawów hodowlanych wraz z otaczającym je lasem łęgowym.

Stawy Łęższczok są przystankiem na trasie sezonowych przelotów ptaków zimujących w ciepłych krajach oraz są stałym siedliskiem dla wielu innych gatunków ptaków. Żyje tutaj także sporo innych zwierząt: ssaków, bezkręgowców. Fauna Łężczoka obejmuje m.in. 249 gatunków ptaków, kilkaset gatunków bezkręgowców, ponadto 46 gatunków dziko żyjących ssaków
Spora część gatunków żyjących na terenie rezerwatu należy, do gatunków wymierających lub narażonych na wymarcie. (wg Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody - IUNCN)
Flora rezerwatu to ponad 400 gatunków roślin naczyniowych, w tym 70 gatunków drzew oraz 54 gatunki roślin zarodnikowych, w tym około 30 gatunków roślin chronionych)
Na groblach i na otaczającym stawy terenie rosną wspaniałe, wiekowe drzewa, w tym jeden z trzech najstarszych na terenie Parku Krajobrazowego "Cysterskie Kompozycje Krajobrazowe Rud Wielkich", 400 letni dąb szypułkowy, zwany Dębem Sobieskiego.

Zwierzęta podlegające ochronie i żyjące w rezerwacie to między innymi: ślimak winniczek, ropucha zwyczajna i zielona, kumak nizinny, huczek ziemny, traszka grzebieniasta i zwyczajna, rzekotka drzewna, zaskroniec, jaszczurka zwinka, jeż, kret, ryjówka, wiewiórka, łasica oraz liczne gatunki ptaków.
Rośliny chronione w rezerwacie to między innymi: kruszyna pospolita, barwinek pospolity, rosiczka okrągłolistna, konwalia majowa, pływacz zwyczajny.

Opracowano na podstawie www.raciborz.pl


Merida MATTS TFS 500 D

No i stary, wysłużony Author odszedł do demobilu. Dojrzałem moralnie do tego by kupić nowy, mocniejszy, lepszy rower.
Decyzja, jak to u mnie bywa często, szybka i niespodziewana. Padło na Meridę: jako pierwsi w okolicy zdecydowali się na "posezonową" obniżkę cen (a zakup był poczyniony w drugiej połowie czerwca 2008).
Wybrałem rower tak naprawdę sportowy choć nie jeżdżę na rowerze sportowo lecz zdecydowanie rekreacyjnie i turystycznie. Jednak z uwagi na moją sporą masę ciała odpuściłem sobie rowery trekingowe na cieniutkich oponach, a nawet podarowałem sobie tańsze wersje rówerów górskich. Doszedłem do wniosku że trzeba raz kupić i się cieszyć a nie babrać w smarze.

Postawiłem nowemu rowerowi podstawowe wymagania:
- Hamulce tarczowe - moje dotychczasowe doświadczenia pokazały że cantilever'y zdecydowanie za słabe a v-brake'i też by mogły być mocniejsze. Dodatkowo oba typy czułe na wodę i brud na obręczach oraz rozcentrowanie kół.
- Przednia amortyzacja - drętwiejące łapska dawały mi się we znaki - proponowany przez Meridę amortyzator Suntour zamieniłem na Rox Shox Duke na sprężynie z tłumieniem powrotu. Podobno mocniejszy jest.
- Mocne, szerokie opony 2.1 cala - ale nie ściganckie, oryginalne zamieniłem na opony o spokojniejszym bieżniku w jodełkę. Moim zdaniem to jest rozwiązanie uniwersalne, po asfalcie także mi się trafia jeździć.
- Sztywne koła -mocne obręcze Alexrims w wersji dla hamulców tarczowych. Lepszej klasy szprychy i nyple.
- Sportowy charakter roweru do lekkiego przytemperowania - regulowany mostek i szersze siodełko.

Specyfikacja mojej maszyny:
Model: MATTS TFS 500-D
Rower należy do grupy: MATTS TFS
Rama: MERIDA MATTS TFS COMP DISC
Amortyzator/widelec: SR ROX SHOX DUKE XC U-Turn 63-108mm
Wkład suportu: SHIMANO ES 25 OCTALICK
Korby: SHIMANO M 442 OCTALINK, 44/32/22
Przerzutka przód: SHIMANO DEORE
Przerzutka tył: SHIMANO DEORE XT
Manetki: SHIMANO DEORE RAPIDFIRE
Hamulce: SHIMANO M 485 HYDRAULIC 180 / 160 MM
Dźwignie hamulców: SHIMANO DEORE
Wielotryb/kaseta: SHIMANO CS-HG 50-9, 11-32T
Piasta przód: SHIMANO M 495 CENTERLOCK
Piasta tył: SHIMANO M 495 CENTERLOCK
Obręcze: ALEX DP 17 DISC / BLACK
Opona przód: MAXXIS 26" x 2.1
Opona tył: MAXXIS 26" x 2.1
Pedały: XC ALLOY
Kierownica: X-MISSION COMP
Mostek: X-MISSION COMP regulowany
Siodło: X-MISSION COMP
Sztyca: X-MISSION COMP, 31.6 MM
Liczba biegów: 27

Rower zakupiłem w sklepie: Bike Atelier w Gliwicach przy ulicy Dolnych Wałów.

Na nowym rowerze pojeździłem latem w czasie wakacji, jesienią troszkę mniej z uwagi na pewne przesunięcia geograficzne związane z pracą zawodową - w zimie napewno nie będzie biernie leżakował w domu. W swoją dziewiczą trasę pojechał oczywiście do ... Rud Raciborskich i Szpanwegiem do Łączy.W czasie wakacji pojeździł trochę nad Bałtykiem, trafiło mu się nawet pomykać po Bornholmie.



PS: Stary, wysłużony Author Detroit pojechał na emeryturkę do Olecha, niech mu służy jak najlepiej.
Cieszę sie że będzie jeszcze jeździł i nie poszedł na pastwę lumpenproletariatu.

Świdowiec na Ukrainie - październik 2008.

Październik 2008.

Na ten wyjazd umawialiśmy się od dawna. I w końcu przyszła jesień i czas wyjazdu. Ruszyliśmy z małym opoźnieniem spowodowanym głupimi przeziębieniami z jednej strony a deszczami z drugiej.
Koniec końców jednak dotarliśmy w Świdowiec. Rozpoczęliśmy w Rachowie. Pierwszego dnia podeszliśmy wygodną, choc kamienistą, drogą do pritułoku pod Pierielisokiem. Następnego dnia wijąc się po grzbiecie zdobyliśmy Bliźnicę i zeszliśmy do Drahobratu na nocleg.
Trzeci dzień to Arszyniec, Tataruka i zejście na dziki biwak na przełęczy Okoła. Później to już nie Świdowiec a Gorgany i przejście przez Bratkowską do Rafajłowej.
Wyjeżdżając mieliśmy duszę na ramieniu: pogoda w Gliwicach już piękna i słoneczna im dalej na wschód robiła się coraz bardziej mokra, szara i deszczowa.
Mieliśmy jednak szczęście bo aura się odmieniła i w czasie naszej wędrówki nie zmokliśmy ani razu.
Niebo nie było jednak całkowicie czyste, raz po raz przekrywały ja chmury i mgły, ale dzięki temu oglądane krajobrazy były tym piękniejsze.