czwartek, 11 lutego 2010

SST Lasek...dwadzieścia lat później.

Boże, jak ten czas leci! Ostatnio byliśmy na Lasku, w Chatce , jakieś dwadzieścia lat temu. I chyba jednak się starzeję... Albo świat się zmienia, niekoniecznie na lepsze.
Jakoś mi zaczyna uwierać tak zwana atmosfera chatkowa, picie gorzały bez opamiętania a potem pijackie śpiewy i walenie w gitarę.
Zabrałem na wyjazd dzieci i na początku trochę tego żałowałem. Ale ostatecznie uznałem że to co zobaczyły na Chatce ich nie zdemoralizuje jeśli pokaże się im w domu inne pomysły na życie niż tylko flacha.

Anno domini 2010. A dokładnie 6-7 lutego 2010.
Świętujemy urodziny Murzyna. Które to? Strach pomyśleć nawet.
Włazimy na Lasek do chatki, trochę się kręcimy po okolicy, nic wielkiego.



Anno domini 1990.
Jesteśmy już wyblachowanymi Harnasiami. Zimą 1990 zabezpieczamy imprezę na orientację kursu przewodnickiego. Jest ciemna, zimowa, grudniowa noc. Ze Szczepanem zostajemy wysłani na jeden z punktów pośrednich jako tak zwane "dobre duchy". Dostajemy jakieś niewyraźne ksero jakiejś biednej mapki. Szczepan ma jakiś kompas ale nie jest pewien czy ta jasna plamka na strzałce jest na południu czy na północy... Zawierzamy kompasowi i przekonaniu Szczepana że fosforyzująca plamka na strzałce to jednak na północy. Po półgodzinnej walce ze śniegiem wiemy jedno: nic w terenie się nie zgadza z naszą biedną mapką. Postanawiamy skonfrontować to z kompasem. I co ...? Okazuje się że Szczepan zgubił kompas! Nareszcie nic nas nie będzie wodziło za nos. W kilka chwil orientujemy się gdzie jesteśmy zaledwie na podstawie charakterystycznych punktów i obiektów w terenie. Po następnej półgodzinie jesteśmy na naszym punkcie, na Polanie Wielgoszowej. Oczywiście po drodze szerokim łukiem omijamy Chatkę... to by był wstyd... A co do Szczepanowego kompasu? Ta plamka to jednak na południu a nie na północy była... :-)
Zdjątka zrobione zostały następnego dnia, gdzieś na grzbiecie.



Anno domini 1991.
Jest wiosna. W ramach tak zwanego "doktoratu z Beskidów" robimy z Murzynem pasemko Jastrzębicy i potem wchodzimy na Lasek gdzie odnajdujemy owiane przewodnickimi mitami i legendami jeziorka osuwiskowe. Fotki na sławetnych przeźroczach ORWO UT18. To były kolory!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisz swój komentarz...