czwartek, 11 lipca 2013

Iwonicz Zdrój.

Wracając z krótkiego urlopu w Bieszczadach wpadamy na krótki rekonesans do Iwonicza Zdroju. Spacer w lekkim deszczu, obiadek w knajpie. Senne, ciche uzdrowisko. Niewielkie, robiące wrażenie podupadającego.
Dom uzdrowiskowy "Stary Pałac"
Źródło Józefa.
Dom uzdrowiskowy "Bazar":
Łazienki.
Więcej informacji na stronach gminy Iwonicz Zdrój.

Bieszczady 2013. Sanok czyli odchamiamy się.

Na koniec krótkie zwiedzanie Sanoka. Krótki kontakt z historią (to mały pikuś) i sztuką nowoczesną (to już sprawa poważniejsza). Stare miasto i Zamek. A w Zamku ikony z okolicznych cerkwi i obrazki Beksińskiego. Skansen zostawiamy sobie na następny raz, niebiosa poczęły nas straszyć głuchymi pomrukami.

Widok na San ze Wzgórza Zamkowego.
Muzeum Ikon w Sanoku.
Wnętrze kościoła franciszkanów.
Wnętrze Soboru Świętej Trójcy.

środa, 10 lipca 2013

Bieszczady 2013. Dookoła Jeziora Myczkowskiego.

Dookoła Jeziora Myczkowskiego.

Tour de Myczkowce. Rowerowa wycieczka wokół mniejszego z bieszczadzkich jezior zaporowych. Szybki zjazd do Bóbrki, potem wzdłuż wschodniego brzegu jeziora do Myczkowców. Zimne lody pod zaporą, całkiem niekrótki odpoczynek a potem powrót. Na zaporze piękna tablica wystawiona przez gminę, na tablicy mnóstwo szlaków, ścieżek, w tym rowerowych. Prawie jak na Bornholmie. Albo i lepiej... Jednak jak wiadomo: "prawie" robi dużą różnicę. Przekraczamy San koroną zapory a potem... dżungla. Taka karpacka, beskidzka. Szlak rowerowy szybko się kończy. Obfite znakowanie zanika po kilometrze. Wkrótce pchamy rowery po śladzie dawnej drogi na stoku Berda. Psioczymy, klniemy, wyzywamy gminnych znakarzy od najgorszych. W miarę przejezdna droga, a co za tym idzie znakowanie szlaków pojawia się dopiero przed Soliną. Widać że szlak rowerowy został zaprojektowany zza biurka szanownego pana wójta, a młodszemu referentowi do spraw promocji w urzędzie gminy starczyło butów tylko na kilometr od przystanku pekaesu. Przyszłym eksploratorom myczkowskich szlaków zalecam daleko posuniętą ostrożność. Przy okazji naszej wycieczki zobaczyliśmy zaporę w Myczkowcach. Mniejszą, skromniejszą siostrę tej solińskiej. Właśnie trwały prace remontowe. Jak głosiła żółta tablica informacyjna, a jakże... formatem zgodna z rozporządzeniem odpowiedniego ministra, miał miejsce: Remont "ponuru" i "poszuru" zapory w Myczkowcach. Kto to czytał to albo stawał zamurowany albo składał się jak scyzoryk w spazmatycznym śmiechu. Najwyraźniej lekko zniecierpliwiona częstymi pytaniami, obsługa inżynierska budowy wystawiła obok przepisowej tablicy krótkie wyjaśnienie co te trudne słowa oznaczają. Wyjaśnienie przedrukowane z jakiejś mądrej książki zapewne jakiegoś wielce zasłużonego autora wyjaśniało wszystko i ... nic. Napisane fachowym, inżynierskim, budowlanym językiem dla przeciętnego człowieka było nie do przełknięcia. U mojej żony, nauczycielki, wywołało atak śmiechu podobny do tego jaki miał miejsce po przeczytaniu żółtej tablicy. Ja zrozumiałem więcej. Zważywszy że jestem inżynierem budownictwa nie mogłem pokazać po sobie że jest inaczej...
Ponur – to część budowli hydrotechnicznej zabezpieczającej dno na stanowisku górnym. Stosowany jest przede wszystkim w budowlach piętrzących (np. zapora, jaz). Ma postać szczelnej, ciężkiej płyty. Dzięki takiej konstrukcji nie tylko zabezpiecza dno rzeki przed rozmywaniem, ale także zwiększa stateczność budowli (przede wszystkim na przesunięcie) oraz wydłuża drogę filtracji. Współcześnie ponur wykonywany jest jako płyta betonowa lub żelbetowa. Poszur – to część budowli hydrotechnicznej, obejmujące konstrukcję stanowiącą ubezpieczenie dna cieku na pewnym określonym odcinku, poniżej wypadu danej budowli. Poszur stosuje się w celu zabezpieczenia dna cieku przed rozmyciem i erozją denną. Jest także elementem budowli, który uczestniczy w rozpraszaniu energii wody – można tu wyróżnić strefę pasywną, dla której wymagane jest umocnienie ciężkie poszuru i strefę tłumienia, dla której wystarczające może być umocnienie lekkie poszuru. Poszur może zostać wykonany jako płaszczyzna o orientacji poziomej (powierzchnia płaska), bądź zostać ukształtowana w odpowiednio dobrany sposób, tak aby stanowił tzw. wybój przygotowany. Poszur stosowany jest więc w tych budowlach, w których występują urządzenia upustowe; dotyczy to przede wszystkim budowli piętrzących, analogiczne umocnienie dna występuje w niektórych innych budowlach, np. w progu, będącym rodzajem budowli regulacyjnej. Poszur może zostać wykonany z płyt betonowych prefabrykowanych lub zostać wykonany jako konstrukcja monolityczna zbudowana w miejscu przeznaczenia. Jako podbudowę wykorzystuje się narzut kamienny i konstrukcje faszynowo–kamienne. Lekkie ubezpieczenie może stanowić sam narzut kamienny. Istotne jest zachowanie w poszurze szczelin z filtrem odwrotnym umożliwiające zachodzenie zjawiska filtracji.
Wioska w Śródziemiu? Nie! Pensjonat w Solinie.
Zapora w Myczkowcach. Odrobina stali i żelbetu na urlopie inżyniera.
Jezioro Myczkowskie.

wtorek, 9 lipca 2013

Bieszczady 2013. Tarnica i Halicz.

Tarnica i Halicz.

Uderzenie w najwyższy punkt. A co, kto nam zabroni. Upał szykuje się upiorny ale decyzja zapadła więc jedziemy. Samochód zostawiamy w Wołosatem. Nasza trasa z gatunku sztampowych , do bólu typowych. "Cioramy" na Tarnicę. Najkrótszą wersją przez Hudów Wierszek i przełęcz Sidło. Piękny "alukrzyż" na szczycie, ale widoki już nie takie super bo niestety zasłonięte lekką mgiełką. Ale Pikuja i Połoninę Równą na Ukrainie było widać. Idziemy dalej zataczając szerokie kółko przez przełęcz Rowiń (Goprowców), stokami Krzemienia na Halicz aż na przełęcz Bukowską z której schodzimy dłużącym się szlakiem do Wołosatego. Tak się w życiu poukładało że byłem w polskich Bieszczadach ledwie drugi raz. Tak, mimo tego że złoiłem już pół ukraińskich Karpat, nie mogę powiedzieć bym miał rozpracowane Bieszczady. Tak wyszło, choć czasem myślę że kluczem do tej sytuacji jest to że ... złoiłem pół ukraińskich Karpat. Dziś zrobiliśmy, najwyższą w Bieszczadach, Tarnicę. Teraz już tylko będzie trzeba... zrobić całą resztę Bieszczadów. PS1: Nazwa Tarnica jest pochodzenia wołoskiego. Wołoskie (czyli prawie rumuńskie) słowo "Tyrnica" znaczy tyle co "siodło",takie końskie. PS2: Nazwa "Bieszczady" według pewnych teorii językoznawczych jest pochodzenia... niemieckiego (Jan Michał Rozwadowski,1914). Pochodzi ponoć od gwar środkowo-dolno-niemieckich, od "beshêt" lub "beskēt" co oznaczało wododział, góry rozdzielające zlewnie mórz. Polska nazwa "Bieszczady" w wersji rusińskiej brzmi "Beskid". Trochę to pomieszane, ale ja lubię takie "pomieszania" przygraniczne. Mogą być zapisane starą cyrylicą.
Wyjście z Wołosatego. W oddali grzbiet Tarnicy.
Krzyż na szczycie Tarnicy.
Krzemień i przełęcz Rowiń (przeł. Goprowców).
Zejście z Tarnicy.
Na grzbiecie Halicza.

poniedziałek, 8 lipca 2013

Bieszczady 2013. Jezioro Solińskie.

Tym razem góry nieco inaczej. Przynajmniej dla nas. Inaczej bo z poziomu wody. Nasze dotychczasowe wyprawy i wycieczki kajakowe miały miejsce daleko na nizinach. Tym razem postanowiliśmy popatrzeć na zielone stoki gór z pokładu kajaka. Ciekawe spojrzenie, niestety jak zawsze zbyt krótkie w czasie.
Jezioro Solińskie ze wzgórza na Polańczykiem.
Góra Jawor.
Jezioro i zapora.

niedziela, 7 lipca 2013

Bieszczady 2013. Dolina Górnego Sanu.

Dolina Górnego Sanu. Koniec Polski. W tym miejscu kiedyś kończyły się mapy. Przynajmniej te ogólnie dostępne, turystyczne. Mam jeszcze taką jedną, starą. Podjechaliśmy samochodem do Mucznego. Parking przed nieczynnym (chyba) hotelem. Składamy rowery do kupy i jedziemy. Najpierw na niewysoką przełączkę, potem szybki zjazd dziurawą drogą do Tarnawy Dolnej. Jesteśmy w dolinie Sanu. Po chwili jesteśmy już niemal przy granicy. Zaczynamy delikatnie, górka po górce, piąć się coraz wyżej. Na polach łany barszczy Sosnowskiego. Pogoda ciepła, letnia po prostu. Mijamy rezerwat torfowiskowy w Tarnawie i wkrótce wspinamy się na przełączkę, a potem szybko zjeżdżamy do Bukowca, a właściwie miejsca gdzie kiedyś była wieś o tej nazwie. Podjeżdżamy do Beniowej. Śladów po wsi właściwie nie ma, tylko zarośnięty cmentarz z resztkami nagrobków i pozostałościami kamiennych fundamentów nieistniejącej już cerkwi. Tu droga którą można poruszać się rowerem kończy się. I nie chodzi o zakazy tylko zielsko i krzaki. Zawracamy. W drodze powrotnej robimy mały odskok w boczną dolinkę by zobaczyć cerkwisko w Bukowcu i dwa cmentarze: dawny wiejski, parafialny i wojenny z czasów pierwszej wojny światowej. Do samochodu wracamy po własnych śladach. Jesteśmy zmęczeni, w dużej mierze ciepłą i dość duszną pogodą.

Dolina Górnego Sanu.
Cmentarz i cerkwisko w Beniowej.
Rowerem po Bieszczadach.
Cerkwisko w Bukowcu.
"Kwiecista aleja."

sobota, 6 lipca 2013

Bieszczady 2013. Solina.

Solina.

Krótki urlop. Niecały tydzień ledwie, jak pokazało życie w większości z telefonem przy uchu. Spanie w Łobozewie. Dwa kilometry od zapory w Solinie. To jeszcze nie Bieszczady. Przedgórze Bieszczadzkie dopiero. Zabraliśmy rowery, buty górskie. Zobaczymy co się uda zrobić. Przyjechaliśmy w sobotnie popołudnie, na nasze powitanie z nieba wylały się hektolitry deszczu. Na dobry początek.
 Pierwszy kontakt z klimatami bieszczadzkimi był ostry. Szokujący. Spacer do Soliny i na zaporę. "Cud mniód". Kolorowy, pstry bangladesz na obu końcach żelbetowego muru. Stragany, wrzaski i dym grillowanych oscypków, przywiezionych ponoć "prosto z bacówki". Wielki, dudniący paskudną dyskoteką lunapark. Na środku zapory było jakoś tak najznośniej. Sama budowla warta zobaczenia, choć dla mnie żelbet i stal... Czasem wolałbym od tego odpocząć.



Pierwszy projekt zagospodarowania hydroenergetycznego Sanu poprzez budowę zapory wodnej opracował już w 1921 r. profesor Karol Pomianowski z Politechniki Warszawskiej (wcześniej: Politechniki Lwowskiej). Pierwsze rozpoznanie geologiczno-hydrologiczne w dolinie Sanu przeprowadzono jednak dopiero w latach 1936-1937, a dalsze prace przerwała II wojna światowa. Nowa koncepcja zabudowy doliny Sanu powstała w roku 1955 pod kierownictwem inż. Bolesława Kozłowskiego. Na miejsce wzniesienia zapory wybrano przewężenie doliny poniżej ujścia Solinki do Sanu, koło wsi Solina. Budowę zapory rozpoczęto w 1960 r. Główne prace ziemne i roboty fundamentowe zakończono w 1964 r. W lipcu tegoż roku rozpoczęto wznoszenie korpusu tamy. Podstawowe prace betoniarskie przy zaporze zamknięto pod koniec lutego 1968 r. W międzyczasie trwała budowa budynku elektrowni i montaż urządzeń hydroenergetycznych. Wstępny rozruch pierwszej turbiny odbył się 9 marca 1968 r., a 20 lipca tegoż roku (w przeddzień święta 22 lipca) oddano zaporę do eksploatacji. Głównym projektantem całego kompleksu hydroenergetycznego był inż. Feliks Niczkie. Współpracowali z nim inżynierowie: J. Mastawiszyn i Z. Szymczak (konstrukcja zapory), R. Barucki i W. Neuman (architektura) oraz R. Wiśniowska i T. Owczarski (konstrukcja elektrowni). Przy budowie zapory, która trwała blisko 9 lat, pracowało ponad 2000 ludzi. Pozostałości dawnej wsi Solina znajdują się obecnie na dnie obecnego zbiornika. Zapora w Solinie, która ma 81,8 m wysokości i 664 m długości, jest najwyższa w Polsce. (za Wikipedią).