piątek, 27 września 2013

Małgorzata Szejnert "Czarny ogród".

Bajka o osiedlu Gieschewald. Bajka o pięknych czasach budowania nowego świata i nowego życia. O starym Górnym Śląsku. Ale czy bajka prawdziwa? Wspomnienia zawsze są piękne, piękniejsze niż teraźniejszość. Książka opisuje historię dzielnicy Giszowiec w Katowicach. Podaje wiele faktów, pada wiele nazwisk i dat. Im jednak geograficznie dalej od Gieschewaldu tym łatwiej o proste pomyłki. Rudy to Gross Rauden a nie Raudenz, Lazne Jesenik to Freiwaldau a nie Grafenberg.
Czy warto przeczytać? Zdecydowanie tak. Mnie ta lektura wewnętrznie zmusza do odwiedzenia tych miejsc, do przepatrzenia i zbadania górnośląskich patronackich osiedli robotniczych. A jest takowych kilka.


”Nagromadzenie wiedzy, obfitość faktów i całego gąszczu pogranicznych losów ludzi - a zwłaszcza talent autorki - zapierają dech. Książka pani Szejnert da się przyrównać do olbrzymiego meteorytu, który spadł na naszą ziemię. To z całą pewnością „dzieło życia” autorki. Dla mnie to arcydzieło w zbiorze śląskiej tematyki, które ukazuje autentyczną magię Górnego Śląska i mądrą filozofię długiego trwania jego mieszkańców (którą pani Szejnert wyłuskała w rozmowach z ludźmi) - „A my to smolymy!”.” - Kazimierz Kutz.

czwartek, 26 września 2013

Siedlung Borsigwerk.

Mała inwentaryzacja w jednym z mieszkań, szybka robótka projektowa. Przy okazji krótka wizyta w miejscu gdzie rodziła się potęga górnośląskiego przemysłu. Stare robotnicze osiedle, kiedyś nowoczesne i niemal wzorcowe, dziś przytłaczające nędzą i zaniedbaniem. Coś wprawdzie drgnęło za sprawą unijnych pieniędzy. Właśnie trwa remont ulic, niektóre zabytkowe domy mają już wyremontowane dachy. Ogólnie jednak osiedle nie wygląda zachęcająco, choć jest to w sumie historyczna, ale także architektoniczna i urbanistyczna perełka. Równo wytyczone ulice, przy nich domy mieszkalne, w górnej części bogatsze i obszerniejsze dla kopalnianych urzędników, prostsze i skromniejsze w dolnej, opadającej ku Bytomce części osiedla, przeznaczone dla robotników. Jeszcze dziś robi wrażenie dawny rozmach. Niemal godny czasów zdecydowanie późniejszych, socjalistycznych. Tak właśnie, socjalistycznych. Ale to mylące bo socjalizm dwudziestego wieku doprowadził te osiedle tylko do upadku i społecznej ruiny. Sprowokował powstanie getta dla "gorszych ludzi". Osiedle Borsiga powstało prawie sto pięćdziesiąt lat temu, zbudowane przez kapitalistę dla swoich pracowników. Z miłości, z litości? Wątpię! To się kapitalistycznemu krwiopijcy po prostu opłacało.
Osiedle Borsiga (niem: Siedlung Borsigwerk, śl: Bozywerk) – osiedle robotnicze (należące do grupy śląskich osiedli patronackich) dla pracowników kombinatu górniczo-hutniczego, należącego do niemieckiego fabrykanta, Augusta Borsiga. Wybudowane zostało w latach 1863-1871 pomiędzy doliną Bytomki a trasą łączącą Bytom z Zabrzem na południe od pobliskich kopalni Hedwigswünsch („Życzenie Jadwigi”), Ludwigsglück („Szczęście Ludwika”) i uruchomionej w 1863 roku huty. Obecnie jest częścią dzisiejszej dzielnicy Zabrza - Biskupice. Równocześnie z podobnymi do siebie domami robotniczych i pomieszczeniami gospodarskimi w postaci komórek i piwnic, powstała także szkoła, domy dla nauczycieli, park, sala gimnastyczna oraz kaplica ewangelicka i cmentarz, który mieści się przy południowych granicach osiedla. W późniejszych latach dobudowane zostały dwa przedszkola, jedno dla dzieci robotników i jedno dla dzieci pracowników zarządu, oraz wyższych rangą inżynierów. Na ówczesne czasy standard wszystkich mieszkań był bardzo wysoki. Liczyły one średnio 55 metrów kwadratowych, posiadały pomieszczenia kuchni i maksymalnie nawet 3 izby, na zewnątrz mieszkania - na klatce schodowej znajdowały się ubikacje i dostęp do bieżącej wody. Na zabudowania osiedla składało się z ponad 50 dwupiętrowych domów, wykonanych tradycyjnie z czerwonej cegły familoków. Kształt osiedla wyznaczał geometryczny układ zabudowań i ulic zaprojektowany w sposób symetryczny i harmonijny. Północna część osiedla, powyżej ul. Okrzei charakteryzowała się lepszym standardem i inną formą, gdyż przeznaczona była dla pracowników wyższego szczebla. W północnej i środkowej części osiedla znajdują się zabytkowe, prawie stuletnie aleje kasztanowców Obecnie osiedle należy do najbardziej unikatowych założeń patronackich na Górnym Śląsku. (za Wikipedią)

sobota, 21 września 2013

ATB - All Terrain Bąbel

Bąbel terenowy.
  • Silnik: turbina gazowa z dopalaczem podogonowym.
  • Przeniesienie napędu: na cztery łapy.
  • Paliwo: "Purina Junior".
  • Masa startowa: 5700g.
  • Układ jezdny: zdecydowanie nadsterowny
(dane aktualne na koniec września 2013) 

Całkiem prawdopodobne że ów czworonożny, sierściasty klient będzie się częściej przewijał na łamach mojego bloga. Jak na razie, zważywszy że to dopiero trzymiesięczny szczeniak, radzi sobie całkiem dobrze w terenie niezabudowanym. Dzisiejszy spacer po lasach powiatu gliwickiego do drugi taki przypadek w jego życiu. Pierwsza była Brantołka jakieś dwa tygodnie temu. Zobaczymy co przyniesie przyszłość w tej kwestii.

Tworóg Mały: obrazki z lasu.

Krótki spacer, otwierający poniekąd nowy rozdział w życiu. Spacer z psem. Wprawdzie nie pierwszy, ale pierwszy porządny. Miesiąc z lekkim okładem wstecz przywlekli mi do domu psa. Kundel bury, niskopodwoziowy raczej. Narazie szczeniak więc trudno wyrokować co z niego wyrośnie. Trzy miesiące ledwie ma. Więc póki co należy go oszczędzać. Samochód zostawiamy przed remizą z Tworogu Małym. Wychodzimy ze wsi do lasu jedną z wielu wąskich uliczek mi między zabudowaniami. Pogoda jest piękna i fotogeniczna. Las cudnie jeszcze zielony, choć czuć już nadchodzącą wielkimi krokami jesień. Pies plącze się pod nogami, raz po raz wbiega w błoto i kałużę. A ja zabawiam się aparatem fotograficznym.

sobota, 14 września 2013

Kozieławy.

Podjechaliśmy samochodem do Łączy. Ale tym tym razem Łącza tylko jako początek wycieczki. Początek wycieczki w tereny częściowo nieznane, częściowo rozjeżdżone już całkiem porządnie. Postanowiliśmy odnaleźć Kozieławy. Mityczne, owiane turystycznymi legendami, Kozieławy. Oczywiście przesadzam w tych słowach bo miejsce jest oznakowane, zaopatrzone w solidne "odpocziwadlo" i prowadzi przezeń szlak turystyczny. Cała "mityczność" polegała na tym że wiele osób mówiło że jest tam pięknie, wiele osób mówiło że się wybiera ale nie może dotrzeć, że i ja w końcu nigdy tam nie byłem. Wyjechaliśmy z Łączy wspólnie poprowadzonymi szlakami, czarnym i niebieskim. Po jakimś czasie niebieski odskoczył na południe, do Kotlarni, a my dalej pojechaliśmy za znakami czarnego. Tenże czarny szlak doprowadził nas, bez większych trudności zresztą, do stawów na Kozieławach. Spora wiata z miejscem na ognisko, tablice informacyjne i pamiątkowe kamienne tablice upamiętniające pożar lasu z 1992 roku - wszystko dziełem Związku Łowieckiego i Nadleśnictwa Kędzierzyn-Koźle. Nasza dalsza trasa to Stara Kuźnia, potem Kotlarnia z klasycystycznym kościółkiem, niegdyś ewangelickim, pamiętającym czasy gwałtownej industrializacji tej części Górnego Śląska w pierwszej połowie XVII wieku, gdy w gęstych lasach na licznych wyrębach wyrastały huty i kuźnie. Z Kotlarni jedziemy w kierunku kaplicy Św. Magdaleny. Po drodze mijamy trzy stare, lekko pordzewiałe, pomnikowe parowozy. Stoją przed budynkiem dyrekcji kopalni piasku. Niegdyś ciągały wagony z piaskiem, jeden z nich to Ty-2 czyli "Kriegslok", jeszcze niemiecka produkcja wojenna. Do Łączy wracamy Szpanwegiem. Łapiemy jedną panę. Naprawa koła w mokrej scenerii. Wkrótce zaczyna zdecydowanie siąpić deszcz. Do samochodu docieramy lekko zmoczeni.

poniedziałek, 9 września 2013

Widok z mojego balkonu…

I w końcu pogoda się popsuła. Chyba na dłużej. Jesień już za progiem, nie ma na to rady. Nim jednak rozpadało się na dobre rzęsistym deszczem natura dała krótkie poranne widowisko. Statyczne i spokojne lecz jakże niecodzienne. Z Gliwic było widać góry! Dużo gór! Beskid Żywiecki, Beskid Śląski, Beskid Śląsko-Morawski. Gdzieś na tle tychże zapewne także Beskid Mały, choć niemożliwy do wysupłania z tej odległości. Trwało to może z godzinkę, później atmosfera zgęstniała od pary wodnej i widok się stracił. Ale miałem pod ręką aparat fotograficzny i udało się utrwalić te widoki. Tak więc zapraszam: widok z mojego balkonu na piątym piętrze bloku przy ulicy Świętego Marka w Gliwicach, o poranku dnia 9 września 2013.

 By powiększyć zdjęcia kliknij myszą.
Zaczynamy od lewej. Pasmo Policy. Zachmurzone nieco i mało wyraźne. Odległość w linii prostej około 105 km.
Babia Góra. Królowa Beskidów, także królowa tejże panoramy. Odległość w linii prostej około 100 km.
Pilsko i Mechy. To masyw górski na prawo od pary kominów. Odległość w linii prostej około 97 km.
Skrzyczne. Razem z masywem Szyndzielni i Klimczoka.
Na wierzchołku Skrzycznego widoczna wieża telekomunikacyjna. Odległość w linii prostej około 74 km.
Masyw Czantorii i Stożka. tak zwane Pasmo Graniczne Beskidu Śląskiego. Odległość w linii prostej około 70 km.
Beskid Śląsko-Morawski. Już na terenie Republiki Czeskiej. Masyw Wielkiego Połomu. Odległość w linii prostej około 80 km.

piątek, 6 września 2013

Szałsza w promieniach zachodzącego słońca.

Krótki, rowerowy trip opłotkami Gliwic. Szałsza i Żerniki. Po drodze czerwony zachód słońca, na czerwonych murach dawnego pałacyku rodziny von Groeling.

Pałac w Szałszy.

niedziela, 1 września 2013

Lato się skończyło.

Lato się skończyło. Pierwszy dzień września był chłodny i wietrzny. Deszcz na szczęście popadał ledwie przed południem i można było wyskoczyć na rower. Krótka przejażdżka do Czechowic. Tym razem kąpielisko puste i ciche. Jesienne takie.