niedziela, 8 lutego 2015

Góry Kamienne. Waligóra (936m npm)

Ostatni dzień ferii w Sudetach. Zaproszeni jesteśmy na kawkę i ciasto do rodziny w Szczawnie Zdroju. Gdzie Szczawno a gdzie Lewin...? Nie ma sprawy. Jedziemy w Góry Kamienne a wizyta w drodze powrotnej do domu.

Waligóra

Podjeżdżamy do Sokołowska. Zagubione pomiędzy górkami małe uzdrowisko jest świadectwem gospodarności na Ziemiach Odzyskanych. Spalone, do dziś straszące kikutami murów, dawne sanatorium Grunwald, snujący się po całej miejscowości węglowy dym z kominów, jakby najgęstszy w okolicach sanatorium chorób płuc... Idziemy w góry. Góry Kamienne nie są zbyt wysokie ale jednak dość ostre w swojej rzeźbie. Tak jakby Pieniny. Początkowo droga wiodąca dnem doliny bardziej przypomina spacer na nizinach lecz wkrótce nieprzetarty, zaśnieżony szlak wiodący do ruin Zamku Radosno przypomina nam o tym że jesteśmy w górach. Krótko i treściwie. Strome podejście, prawie zębami po ziemi. Pogoda jest zmienna, chwilowe zamiecie śnieżne przerywane są mocnym słońcem. Trasa na Waligórę choć zasypana śniegiem nie jest specjalnie trudna, czego nie można już powiedzieć o drodze ze szczytu do Schroniska Andrzejówka na Przełęczy Trzech Dolin. Teraz ostre zejście, pod świeżym śniegiem lód. Szybki powrót ze Schroniska do Sokołowska drogą uświadamia nam jak zakręconą drogą wchodziliśmy na szczyt Waligóry. Ale taki właśnie zakręcony był plan... Następny odfajkowany szczycik na mojej Koronie Gór Polski. PS: Ciastko w Szczawnie Zdroju... Mniam...


Przydatne linki:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisz swój komentarz...