wtorek, 27 grudnia 2016

Wieczorny spacer po Gliwicach.

Jakoś ostatnio brak okazji i pogody by zrobić choćby małą wycieczkę. Tak więc aparat i statyw do plecaka i na spacerek po mieście.

sobota, 10 grudnia 2016

Łącza. Kotlarska i Szpanweg.

Pogoda trochę dziwna jak na grudzień. Ciepło, coś około 10 stopni powyżej zera i gdyby nie ta wszechobecna szarość była by wiosna pełną gębą w końcu jesieni. Pies potrzebuje dłuższego spaceru, ja zresztą też. Łącza koło Gliwic - 12,5 km leśnej włóczęgi, tak trochę bez celu. W oddali słychać tylko polowanie, gdy zbliżaliśmy się do Łączy gdzieś koło wieży obserwacyjnej na Szpanwegu odtrąbiono koniec tegoż polowania. Kwadrans później towarzystwo wracało na przyczepkach ciągnionych przez pyrkające traktorki. Małe stado dzików, jakby dzicza rodzina, dyndało podwieszone za nogi do burt jednej z przyczepek...

niedziela, 4 grudnia 2016

Grudniowy wieczór w okolicach Świętej Magdalenki.

Wieczorny spacer w okolicach Świętej Magdalenki. Sobota tego weekendu była szara i mdła - tylko spać pod ciepłą kołdrą. Ale niedziela za to wynagrodziła wszystko. Szare chmury poszły precz jeszcze przed południem i słońce zapanowało na nieboskłonie. W lasach lekki mróz, taki w sam raz by nie zmarznąć i taki by nie ubrudzić butów błotem. Zachód słońca był taki jak powinien być czyli piękny i kolorowy. Szkoda tylko że ta "złota godzina", gdy złotoczerwone światło kładzie długie zimnoniebieskie cienie, trwa tak krótko.

Więcej o Kaplicy Świętej Magdaleny.

niedziela, 27 listopada 2016

Późny listopad.

Późny listopad. Jesienny spacer lasami rudzkimi. Porywisty wiatr, momentami deszcz, krótkimi chwilami lekkie słońce. Bąbel do kąpieli.

niedziela, 13 listopada 2016

Kłodzka Góra.

Kłodzka Góra w Górach Bardzkich. Następny szczycik do mojej  Korony Gór Polski. Góra strasznie trudna do zaliczenia. Wejście proste, spacerowe wręcz ale dojazd w Góry Bardzkie tak nieoczywisty że trudny do samodzielnej realizacji. Tylko "przy okazji". Taka okazja zdarzyła się teraz. Podczas powrotu z Dusznik Zdroju zatrzymujemy samochód na ledwie dwie godziny na Przełęczy Kłodzkiej i wchodzimy na Kłodzką Górę niebieskim szlakiem przez Podzamecką Kopę, Grodzisko i Jelenią Kopę. Cały świat pobielony pierwszym listopadowym śniegiem, ze szczytu porośniętego gęstym, młodym lasem, co oczywiste, zero widoków.
Kłodzka Góra (niem. Glatzenberg, 762,7 m n.p.m.) – drugi pod względem wielkości szczyt Gór Bardzkich, położony w ich południowo-wschodniej części. Należy do ich głównego grzbietu, stanowiąc jego zwornik (rozróg) z odchodzącymi w czterech kierunkach grzbietami. Na południe odchodzi główny grzbiet przez Jelenią Kopę, Grodzisko i Podzamecką Kopę do Przełęczy Kłodzkiej, gdzie łączy się z Górami Złotymi. Na północ odchodzi główny grzbiet przez Gajnik, Ostrą Górę, Przełęcz Łaszczową i Łaszczową, gdzie się rozgałęzia na kilka ramion. Na południowy zachód, w stronę Kłodzka odchodzi najdłuższy grzbiet z Jedlakiem, bezimienną kotą 615, Obszerną, Kostrą i Szyndzielnią. Najkrótszy grzbiet z Szeroką odchodzi na wschód, w stronę Lasek. (źródło: Wikipedia)

sobota, 12 listopada 2016

Góry Stołowe.

Sobota. Ten dzień to ten najważniejszy na tym wyjeździe. Całodniowa, choć krótka bo jesienna, wycieczka w góry. Jedziemy do Karłowa. Początki ot, takie sobie ale im wyżej tym więcej śniegu i lodu - Góry Stołowe całe na biało. Wszystko oszronione i przysypane śniegiem. W Karłowie pusto.
Na Szczelińcu Wielkim zimno i wietrznie ale w schronisku nie ma tłumu turystów - taka pogoda ma swoje zalety. Wejście do labiryntu na własną odpowiedzialność i za darmo, otwarte są jednak tylko dojścia do tzw. wielkich tarasów na wschodnim skraju płaszczowiny szczytowej. Widoki z uwagę na niski pułap chmur niezbyt ciekawe.
Schodzimy ze Szczelińca i schodzimy do Pasterki. W schronisku klimat jakby nieco inny niż na Szczelińcu - nie bez podstaw tutejsze schronisko wysoko plasuje się w corocznych rankingach schronisk prowadzonych przez redakcję "npm".
Do Karłowa wracamy okrążając Szczeliniec od północy. Szlak w pewnym momencie schodzi nieco poniżej płaszczowiny szczytowej i ukazuje nam fantazyjne skały piaskowcowe na ostrym, opadającym w stronę Radkowa stoku. Drogę dojazdową do Pasterki przekraczamy nieopodal wielkiego, charakterystycznego głazu.
Sylwetka Szczelińca doskonale widoczna i rozpoznawalna z okolic Kłodzka, Bystrzycy. Nachodu mogła być już bardzo odległych czasach obiektem orientacyjnym związanym z przebiegiem prastarego szlaku łączące kraje po obu stronach Sudetów. W dawnej niemieckiej nazwie Heuscheuer dopatrywano się nawet pragermańskiego złoża, niezależnie od prawdziwości tej etymologii starsze nazwy podkreślały charakterystyczny kształt góry widoczny z daleka. Pierwszy znany ślad bytności człowieka na szczycie pozostawiono w 1576 r. Na skale zwanej Fotelem Pradziada wykuto wówczas napis IHSV 1576 (In hoc signo vinces - Pod tym znakiem zwyciężysz, zapewne pozostałość po ustawionym tam wówczas krzyżu). Podczas wojny trzydziestoletniej (1618–1648) skały Szczelińca prawdopodobnie służyły jako schronienie prześladowanym protestantom. U podnóża sąsiedniego Szczelińca Małego od strony Pasterki, na przełomie 1790/1791 przed spodziewanym konfliktem pomiędzy Prusami a Austrią zbudowano Baterię nad Pasterką.

Od końca XVIII w. szczyt stawał się coraz bardziej znaną atrakcją turystyczną. Odwiedziło go wiele znanych osobistości, m.in. król pruski Fryderyk Wilhelm II, Johann Wolfgang von Goethe oraz ówczesny poseł w Prusach, późniejszy prezydent USA John Quincy Adams (25 sierpnia 1800). (źródło: Wikipedia)
---
Początki Pasterki sięgają XIV lub XV wieku i związane są z kolonizacją czeską. W roku 1477 rejon Pasterki został włączony do hrabstwa kłodzkiego. W roku 1885 miejscowość liczyła 653 mieszkańców. Była jedną z największych wsi w Górach Stołowych, liczącą ponad 200 budynków, w tym dwa młyny wodne, gorzelnię, 30 warsztatów tkających bawełnę oraz urząd celny. Zabudowa miejscowości rozciągała się wówczas na wysokości 670-775 m n.p.m. Przed II wojną światową Pasterka była dość dużą miejscowością wypoczynkową, liczącą około 1000 stałych mieszkańców i przyjmującą drugie tyle letników. Funkcjonowała gospoda i schronisko młodzieżowe. Po II wojnie światowej wieś opustoszała, zaś rolę głównego ośrodka turystycznego przejął pobliski Karłów. Wiele dawnych gospodarstw i domów letniskowych uległo zniszczeniu i rozbiórce, a na ich dawne istnienie wskazują obecnie tylko fundamenty ukryte wśród łąk i zarośli. Obecnie stała ludność wsi waha się w granicach 20 osób i jest najmniejszą miejscowością gminy Radków. Według Narodowego Spisu Powszechnego (III 2011 r.) liczyła 21 stałych mieszkańców. W sezonie letnim ilość przebywających w niej osób jest jednak wielokrotnie większa. Wszystkie budynki na terenie wsi posiadają kanalizację i bieżącą wodę, co jeszcze do niedawna było ewenementem jak na tak małą miejscowość. System kanalizacyjny i wodny pochodzi jeszcze sprzed czasów II wojny światowej. Wszystkie budynki na terenie wsi są albo budowlami bezpośrednio przejętymi jako mienie poniemieckie, albo stanowią adaptacje i przebudowy dawnych budynków niemieckich. (źródło: Wikipedia)

Przydatne linki:



piątek, 11 listopada 2016

Spacer po Dusznikach Zdroju.

Narastające zmęczenie pracą można ukoić tylko krótkim wyjazdem w góry. Listopad, pogoda pochmurna, zimno, ziąb wręcz. Zapada decyzja by wyrwać się gdzieś na ledwie trzydniowy, długi-niedługi weekend. Noclegi udaje się znaleźć w Dusznikach Zdroju. Przyjeżdżamy na miejsce przed południem. Dzień krótki więc i plany tego dnia odpowiednie: wycieczka, a właściwie tylko spacer po okolicy. Zaglądamy na pustą o tej porze roku Jamrozową Polanę - centrum polskiego biathlonu, zwiedzamy Uzdrowisko, w resztkach dziennego światła zaglądamy na stare miasto i rynek.
Duszniki Zdrój o tej porze są puste i ciche. Pojedyncze sztuki kuracjuszy na deptaku, mała grupa turystów plecakowych przemykających w Góry Bystrzyckie. Jedynie w knajpkach lekki gwar i szum rozmów. Miasteczko małe, dziura wręcz ale gdy odgarnąć zeń kurz i pył to błyszczy perełkami architektury takimi jak Muzeum Papiernictwa, rzeźba wotywna na rynku, Teatr Zdrojowy czy kościół parafialny.

W 1748 przeprowadzono pierwsze badania źródeł mineralnych. Od 1769 Duszniki stały się oficjalnym uzdrowiskiem poprzez wpisanie „Zimnego Zdroju” na listę źródeł leczniczych ówczesnych Prus. W 1777 r. we Wrocławiu opublikowano broszurę pt. Publiczne Uwiadomienie Zdroiów Zdrowych lub wód mineralnych leczących na Śląsku w Kodowie, Reynercu, Altwasser, Szarlotenbrun, Salcbrun i Flinsbergu się znaydujących, w której zawarto informacje obejmujące m.in. wyniki przeprowadzonych analiz, skład chemiczny wód oraz medyczne ich zastosowanie. Było to dokonane przez Dawida Vogla tłumaczenie wydanej również we Wrocławiu książeczki Johanna Gotfrieda Morgenbessera, wrocławskiego lekarza i chemika. Niemiecka wersja tej publikacji nie zachowała się w publicznych zbiorach, natomiast nieliczne polskie egzemplarze znajdują się w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego i w Bibliotece Jagiellońskiej. Stanowią one obecnie ważne źródło do dziejów balneologii na ziemiach polskich.

W 1797 roku w prowizorycznie wzniesionej szopie w 6 wannach rozpoczęto leczenie kuracyjne w podgrzanej wodzie z „Zimnego Zdroju”. W tym samym roku odkryto „Letni Zdrój”, znany obecnie pod nazwą „Pieniawa Chopina”. Wkrótce za miastem wybudowano (1802) pawilony, pierwsze urządzenia kąpielowe, „dom towarzyski” i pierwsze zajazdy. Na początku XIX wieku Duszniki stały się jednym z najznaczniejszych uzdrowisk w regionie. W 1817 roku odkryte zostało kolejne źródło „Źródło Ulryki”, obecnie znane jako „Jan Kazimierz”. W sierpniu 1826 roku na kurację, wraz z matką i siostrami, przybył 16-letni Fryderyk Chopin, który dał dwa koncerty. Dochód z nich przeznaczony został na utrzymanie sierot. Koncerty te uważa się za pierwsze zagraniczne występy młodego Fryderyka Chopina. W 1862 roku zostały wybudowane nowe łazienki (obecnie Zakład Przyrodoleczniczy), a w 1877 oddano do użytku palmiarnię wraz z salą koncertową (obecnie Pijalnia Zdrojowa). (źródło: Wikipedia)

Przydatne linki


niedziela, 16 października 2016

niedziela, 9 października 2016

Cmentarz wojenny na Wzgórzu Bleszczowa w Kroczycach.

Cmentarz wojenny na Wzgórzu Bleszczowa w Kroczycach to jeden z kilku, które przetrwały do dzisiejszych czasów na terenie Jury Krakowsko Częstochowskiej. Obecną formę zyskał już po zakończeniu wielkiej wojny, w latach dwudziestych XX wieku. Pochowano na nim 937 żołnierzy, przeniesionych z pochówków rozsianych po polach i lasach w ramach akcji komasacyjnej. Cmentarz został oczyszczony i odrestaurowany staraniem Towarzystwa Jurajskiego w roku 2010.
Niewielki powierzchniowo cmentarz kryje zwłoki 937 poległych-651 Austriaków,284 Rosjan i 2 Niemców. W listopadzie 1914 roku w okolicy toczyły walki pomiędzy 1 Armia austriacka wspieraną na północnym skrzydle przez niemiecką „Grupę Woyrsch” i 4 Armią rosyjską. Front zatrzymał się tutaj na kilka tygodni. Linie rosyjskie znajdowały się wzdłuż pasma skalnego a okopy austriackie w odległości 300-400 metrów na zachód. Trwały ataki, kontrataki oraz ostrzał karabinowy i artyleryjski. Polegli grzebani byli w pobliżu linii frontu. W grudniu Rosjanie wycofali się na wschód.Wielka Wojna opuściła Jurę. Po zakończeniu działań, w trakcie porządkowania cmentarzy wojennych,na Bleszczową przeniesiono poległych z Piaseczna,Żerkowic,Lgoty Murowanej,Rzędkowic,Wygody i Pradeł. Część poległych trafiła na cmentarz we Włodowicach. W dwudziestoleciu międzywojennym na kroczyckim cmentarzu parafialnym znajdowały się cztery groby żołnierskie,w których spoczywali Niemiec Hermann Barby poległy 5.11.1914,Rosjanin Władysław Orzechowski z 84 szirwańskiego pułku piechoty,poległy 19.11.1914 pod Lgotą Murowaną oraz trzech nieznanych z nazwiska Austriaków. Obecnie pozostał tu jedynie grób Władysława Orzechowskiego. Ciała pozostałych poległych przeniesione zostały prawdopodobnie na cmentarz na Bleszczowej. Na cmentarzu znajduje się jedna imienna mogiła chorążego Bronisława Franka z austriackiego 36 Pułku Piechoty Obrony Krajowej. (źródło: Towarzystwo Jurajskie)

Morsko i Skały Rzędkowickie.

Tym razem wolnego czasu jeszcze mniej niż zwykle. Dość wczesnym popołudniem trzeba się zwijać do domu bo jacyś goście się zapowiedzieli z wizytą. Normalnie bym odpuścił wyjazd w tym dniu co oznaczało by że cały weekend poszedł by w cholerę. Ale ostatnio jakoś tak nerwowo w tygodniu i postanowiłem nie rezygnować zbyt pochopnie. Decyzję podjąć pomógł Murzyn, który zadzwonił z propozycją jakiegoś niedzielnego, spokojnego wyjazdu. I znów padło na Jurę. Umówiliśmy się w Kroczycach. Jest tam, zazwyczaj, sporo miejsca by zaparkować samochody a kościół i jego dwie, murowane z wapiennych kamieni, wieże stanowią doskonały punkt orientacyjny.

Pierwsza opowiastka krajoznawcza już na parkingu, zaraz po wyjściu z samochodu. W czasie I wojny światowej, podczas działań wojennych w końcu 1914 roku północna wieża została poważnie uszkodzona w wyniku ostrzału artyleryjskiego. Nie runęła jednak w całości , została później wyremontowana a na pamiątkę tych wydarzeń w ścianę została wmurowana skorupa austriackiego szrapnela kalibru 150mm.

Zaordynowałem początek wycieczki w Kroczycach bo chciałem zobaczyć cmentarz wojenny na Bleszczowej. Taki, kolejny jurajski doktoracik krajoznawczy. Wzgórze Bleszczowa jest niewielkie, wznosi się lekko, kilkaset metrów na północny zachód od drogi Zawiercie - Jędrzejów. Cmentarz jest zadbany i odrestaurowany. Na niewielkim skrawku ziemi, otoczonym niewysokim murem, pod prostymi, drewnianymi krzyżami leży prawie tysiąc poległych żołnierzy austro-węgierskich, rosyjskich i niemieckich  Wokół cmentarza do dziś widoczne są okopy i transzeje, ich rozmiar wskazuje że w tym miejscu musiała stać bateria artyleryjska.

Idziemy w stronę Zamku Bąkowiec. W lasach przyjemnie wilgotno, raz po raz wychodzi słońce, ożywiając barwy jesieni. Znana nam już wcześniej knajpka, przycupnięta u stóp ruin zamku w Morsku właśnie otwiera swoje podwoje. Zasiadamy na popas.

Czas ruszać w dalszą drogę! Schodzimy nartostradą w stronę północną i dalej przez zielono złote lasy dochodzimy do Rzędkowic. Wioska ciągnie się troszkę ale w końcu docieramy do dolnego końca Skał Rzędkowickich. Na skałach jeszcze się wspinają, tu i ówdzie widać skałołazów poprzypinanych do lin i klamer. W październikowym słońcu, w otoczeniu jesiennego lasu białe, wapienne skały wglądają pysznie! Gdy docieramy do drogi Kroczyce - Żarki, przeskakującej w tym miejscu przez niewysokie siodło u stóp Góry Zborów jest już późno. Zdecydowanie późno - trzeba zweryfikować plany. Tym razem Berkowej i Kołoczka nie przejdziemy. Tylko komu przypadnie skoczyć po samochód do Kroczyc? Jak zwykle jestem ochotnikiem z urzędu. Czując lekki niedosyt zbiegam do Kroczyc. Hmm... Niech się nazywa że to moja pierwsza wycieczka biegowa...

sobota, 1 października 2016

Smoleń, Skały Zegarowe.

Smoleń, Skały Zegarowe i Zamek Pilcza.

Właściwie spacer a nie wycieczka. Ale dziś, gdy dojazd z Gliwic na Jurę to zaledwie godzinka i kwadrans właściwie dlaczego sobie tego żałować. Krótkie zwiedzanie Doliny Wodącej w towarzystwie Szczepana i jego rodziny. Zwiedzanie w towarzystwie osoby która ponoć wyklamrowała większość dróg wspinaczkowych w rejonie Smolenia.
Od Krakowa jedziemy szosą nr 794 na Skałę, Wolbrom i Pilicę. Za Wolbromiem, po przejechaniu około 6 km, dojeżdżamy do wsi Strzegowa. Po następnych 2,5 km dojeżdżamy do następnej wsi - Smoleń i skręcamy ostro w lewo przed widocznym na wzgórzu zamkiem, w wąską asfaltową drogę. Podążamy nią 700 m, by po dwóch zakrętach zaparkować na parkingu przy turystycznych wiatach, położonym po lewej stronie w przysiółku Podlesie.
Od Częstochowy kierujemy się na Zawiercie, Ogrodzieniec i Pilicę, z której podążamy na Wolbrom. Po przejechaniu nieco ponad 4 km od centrum Pilicy osiągamy wieś Smoleń, w której, po minięciu zamku, skręcamy w prawo i dalej jak opisano wyżej.

Odległości od centrum miast: Olkusza – 24 km, Krakowa – 54 km, Katowic – 64 km, Częstochowy – 71 km.
Od miejsca parkingowego idziemy najpierw do końca asfaltu około 300 metrów, a następnie ścieżką za znakami zielonego szlaku w kierunku widocznej grupy skał zwanych Zegarowymi. Mijamy Dolne Skały i po pokonaniu krótkiego podejścia osiągamy cel, po przejściu łącznie 800 metrów.
Koordynaty geograficzne: miejsce parkingowe w Smoleniu - 50º25’58.4’’N, 19º40’36.4’’E (50.432881, 19.19.676767)
Zegarowa
50º18’20.0’’N, 19º50’50.9’’E
(50.305547, 19.847460)
Zegarowa to imponujący wapienny masyw, z główną ścianą o wysokości ponad 30 metrów. Sąsiaduje ona z Małą Zegarową. Obydwie skały łączy próg skalny, ponad którym znajduje się Zegarowe Piętro oraz sektor Wieloryb (do których dochodzimy ścieżką wokół Małej Zegarowej, pokonując niewielki uskok skalny o znikomych trudnościach). Po drugiej stronie masywu Zegarowej, znajduje się jeszcze kilkunastometrowej wysokości ścianka z 4 drogami wspinaczkowymi. Łącznie na Zegarowej znajdziemy 33 drogi, z których 3 wymagają własnej protekcji. Oprócz tego jest tam kilka skomplikowanych wariantów. Wystawa, przeważnie nasłonecznionych ścian jest różnorodna, ale przeważa północno-zachodnia. (www.wspinka.org)


sobota, 3 września 2016

Babia Góra 1725 m. npm.

Babia Góra w sposób chyba najbardziej ostry. Prosto w górę z Zawoi Markowej przez Markowe Szczawiny, Percią Akademicką na szczyt Diablaka. W drodze powrotnej Cyl i zejście grzbietem na Halę Czarną i zachodnią częścią Górnego Płaju przez osuwisko do schroniska i w dół do Markowej. wybór padł na Babią Górę choc to w końcu tylko powtórzenie wcześniej już złażonej góry bo... jakoś mnie tak denerwowało to że tylko na nią patrzę z balkonu mojego mieszkania w Gliwicach...
W roku 1894 Beskidenverein wyznaczyło kilka szlaków na Babiej Górze. Między innymi szlak żółty z Zawoi Czatoża do Markowych Szczawin. Po otwarciu w 1906 roku przez PTT schroniska na Markowych Szczawinach szlak został przemalowany przez Wawrzyńca Szkolnika w jednopaskowym systemie używanym wtedy przez PTT. Jego barwa (żółta) została zachowana. W czerwcu roku 1925 szlak ten przemalował Władysław Midowicz na system dwupaskowy i jednocześnie przedłużył go na szczyt Babiej Góry. To właśnie ten odcinek (przedłużenie z Markowych Szczawin na szczyt Babiej Góry) jest obecnie nazywany „Percią Akademików”. Rok później W.Midowicz zmienił oznakowanie całego szlaku na system trójpaskowy, który jest zgodny z aktualnymi wytycznymi PTT.

Na oryginalnym drogowskazie z 1925 szlak nazywa się „Perć na Babią Górę”, używano też nazwy „Skalna Perć”. W przewodniku profesora Kazimierza Sosnowskiego szlak nazwany został „Percią Taternicką”. Władysław Midowicz nadał mu nazwę „Perć Akademików”, obecnie nazywany jest „Akademicką Percią”. (źródło: Wikipedia)

Przydatne linki:

Pieciornik złoty (Potentilla aurea L.)

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Dolina Dłubni.

Rowerowa wyprawa w Dolinę Dłubni. Taki doktorat z Jury, Zresztą ostatnio tylko takie doktoraty na Jurze robię. Wyszło 73,5km rowerkiem po dość pagórkowatym terenie. Na zjazdach gwizd powietrza w uszach. Koło Jangrotu na liczniku pokazało 69,6km/h. Ech, tak niewiele brakowało do siedmiu dych. Ale dobre i to - to mój nowy rekord życiowy na rowerze.

Kościół św. Mikołaja od stuleci dumnie góruje nad Wysocicami. Usytuowany jest na niewielkim wzniesieniu, stromo opadającym w dół, otoczony murem oraz kilkoma starymi lipami. Jego bryłę cechuje surowość, wynikająca z proporcji budowli, prostota jak i powaga kształtów. Oszczędzony przez czas i historię, zachował się do naszych czasów niemal w niezmienionej formie.

Pod względem układu kościół ten nawiązuje do szeroko rozpowszechnionej grupy jednonawowych świątyń wiejskich, reprezentujących schemat tzw. „pełny”, obejmujący nawę zbliżoną do kwadratu, węższe i krótkie prezbiterium zamknięte półkolistą apsydą oraz wieżę od zachodu. Stan obecny świątyni niewiele odbiega od pierwotnego – jedynie obniżono nieco kalenice, a górne warstwy ciosów wapiennych uzupełniono cegłą, poszerzono także niektóre otwory okienne w nawie i prezbiterium od strony południowej oraz przemurowano sklepienia absydy. W 1779 roku zbudowano strop, w tym samym wieku dobudowano zakrystię. Doszła też kruchta, a na romańskim ostrosłupowym hełmie postawiono barokową latarnię, podobna góruje nad kalenicą nawy. Gładkie powierzchnie kamiennych ścian są pokryte precyzyjną siatką spoin i wzbogacone monumentalnymi akcentami plastycznymi.

W przyziemiu stosunkowo potężnej wieży mieści się sklepiona krzyżowo cela, niedostępna od zewnątrz (pierwotnie była otwarta do wnętrza nawy), ponad nią natomiast – na piętrze empora, również w pomieszczeniu sklepionym, dostępnym schodami w grubości muru. Empora ta posiada we wschodniej, wybrzuszonej ścianie płytką apsydę, przesklepioną półkoliście, przeprutą okienkami otwartymi do wnętrza kościoła. Empory w kościołach niewielkich mogły być pomocne podczas sprawowania liturgii, np. w okresie świąt Wielkanocy; mogły też stanowić miejsce zarezerwowane dla możnego obecnego w kościele podczas nabożeństwa. Ale niekiedy – np. w datowanym na lata 1170-1220 kościele w Wysocicach – kształtowano je omal na pewno w celu zapewnienia możnemu schronienia podczas zamieszek czy napadów. Wysocicka empora oglądana od strony nawy czyni wrażenie jakby bunkra wystającego ze ściany wieży na wysokości około 3 m nad posadzką

Kościół wysocicki zachował się w całości nie tylko we wszystkich swych pierwotnych częściach składowych, ale również z pełnym i stosunkowo bogatym wystrojem architektonicznym. Zalicza się tu portal z płaskorzeźbionym tympanonem, ślepe okienka dwudzielne (biforia) w najwyższej kondygnacji wieży z zachowanymi kolumienkami i kapitelami oraz monumentalna statua Najświętszej Panny Marii na tronie na szczycie wschodnim.

Tympanon portalu kościoła w Wysocicach jest jednym z najbogatszych dzieł rzeźby romańskiej w Polsce. Pośrodku umieszczono wyobrażenie siedzącego na tronie Chrystusa-Zwycięzcy, który depcze dwie bestie. Chrystus błogosławi prawą ręką, a w lewej trzyma symbol zmartwychwstania – krzyż z chorągiewką. Z jednej strony wyobrażone zostało Boże Narodzenie, a z drugiej klęczy biskup z kielichem oraz zakonnik z uniesionymi ku górze dłońmi. Prawdopodobnie tympanon przeznaczony był pierwotnie do pobliskiego klasztoru norbertanek w Imbramowicach, skąd w niewiadomych okolicznościach przeniesiony został do Wysocic. Tympanon ten powstał zapewne w drugim lub trzecim dziesięcioleciu XIII w. (źródło: Wikipedia)

 Przydatne linki