niedziela, 9 października 2016

Morsko i Skały Rzędkowickie.

Tym razem wolnego czasu jeszcze mniej niż zwykle. Dość wczesnym popołudniem trzeba się zwijać do domu bo jacyś goście się zapowiedzieli z wizytą. Normalnie bym odpuścił wyjazd w tym dniu co oznaczało by że cały weekend poszedł by w cholerę. Ale ostatnio jakoś tak nerwowo w tygodniu i postanowiłem nie rezygnować zbyt pochopnie. Decyzję podjąć pomógł Murzyn, który zadzwonił z propozycją jakiegoś niedzielnego, spokojnego wyjazdu. I znów padło na Jurę. Umówiliśmy się w Kroczycach. Jest tam, zazwyczaj, sporo miejsca by zaparkować samochody a kościół i jego dwie, murowane z wapiennych kamieni, wieże stanowią doskonały punkt orientacyjny.

Pierwsza opowiastka krajoznawcza już na parkingu, zaraz po wyjściu z samochodu. W czasie I wojny światowej, podczas działań wojennych w końcu 1914 roku północna wieża została poważnie uszkodzona w wyniku ostrzału artyleryjskiego. Nie runęła jednak w całości , została później wyremontowana a na pamiątkę tych wydarzeń w ścianę została wmurowana skorupa austriackiego szrapnela kalibru 150mm.

Zaordynowałem początek wycieczki w Kroczycach bo chciałem zobaczyć cmentarz wojenny na Bleszczowej. Taki, kolejny jurajski doktoracik krajoznawczy. Wzgórze Bleszczowa jest niewielkie, wznosi się lekko, kilkaset metrów na północny zachód od drogi Zawiercie - Jędrzejów. Cmentarz jest zadbany i odrestaurowany. Na niewielkim skrawku ziemi, otoczonym niewysokim murem, pod prostymi, drewnianymi krzyżami leży prawie tysiąc poległych żołnierzy austro-węgierskich, rosyjskich i niemieckich  Wokół cmentarza do dziś widoczne są okopy i transzeje, ich rozmiar wskazuje że w tym miejscu musiała stać bateria artyleryjska.

Idziemy w stronę Zamku Bąkowiec. W lasach przyjemnie wilgotno, raz po raz wychodzi słońce, ożywiając barwy jesieni. Znana nam już wcześniej knajpka, przycupnięta u stóp ruin zamku w Morsku właśnie otwiera swoje podwoje. Zasiadamy na popas.

Czas ruszać w dalszą drogę! Schodzimy nartostradą w stronę północną i dalej przez zielono złote lasy dochodzimy do Rzędkowic. Wioska ciągnie się troszkę ale w końcu docieramy do dolnego końca Skał Rzędkowickich. Na skałach jeszcze się wspinają, tu i ówdzie widać skałołazów poprzypinanych do lin i klamer. W październikowym słońcu, w otoczeniu jesiennego lasu białe, wapienne skały wglądają pysznie! Gdy docieramy do drogi Kroczyce - Żarki, przeskakującej w tym miejscu przez niewysokie siodło u stóp Góry Zborów jest już późno. Zdecydowanie późno - trzeba zweryfikować plany. Tym razem Berkowej i Kołoczka nie przejdziemy. Tylko komu przypadnie skoczyć po samochód do Kroczyc? Jak zwykle jestem ochotnikiem z urzędu. Czując lekki niedosyt zbiegam do Kroczyc. Hmm... Niech się nazywa że to moja pierwsza wycieczka biegowa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisz swój komentarz...