niedziela, 26 stycznia 2020

Pojezierze Palowickie i Góra Ramża.

Kiedyś wydawało mi się że bliskie wycieczki lasami i polami Górnego Śląska to taki lichy erzac prawdziwej turystyki. Ostatnio jednak coraz częściej przekonuję się że tereny rozciągające się ledwie trzydzieści czy czterdzieści kilometrów od Gliwic są wstanie zapewnić atrakcje na poziomie całkiem zadowalającym.
Tym razem okolice Bełku i Palowic. Tak zwane Pojezierze Palowickie, ruiny wielkiego pieca dawnej huty "Waleska" i Góra Ramża (324 m npm) z imponującą wieżą radaru meteorologicznego. Do tego dwa stare i zabytkowe kościoły drewniane: późnogotycki p.w. Trójcy Przenajświętszej w Palowicach i barokowy p.w. św. Marii Magdaleny w Bełku.

sobota, 25 stycznia 2020

Lasy Rudzkie, Orły, Zielona Klasa.

Zima w tym roku jakaś taka dziwna. Bardziej wiosnę przypomina. Śniegu nie ma a w lasach robi się jakby coraz bardziej zielono. Sam środek zimy, koniec stycznia a w lasach zielono jakoś tak...

Lasy Rudzkie, Orły, Zielona Klasa. Cały spacer około 10 kilometrów.


niedziela, 19 stycznia 2020

Skalne Grzyby. Góry Stołowe.

Dzień trzeci. Skalne Grzyby w  Górach Stołowych.

 

Zima zaczyna ustępować tak szybko jak się pojawił. Cóż, i tak już wracamy do domu...
W drodze powrotnej zaglądamy na Skalne Grzyby w Górach Stołowych. Dziesięciokilometrowy spacer po lesie usianym skałkami o przedziwnych formach. Mamy coś na kształt zimowego grzybobrania.

Kliknij by powiększyć. Kliknij by powiększyć.

Schronisko PTTK "Jagodna" na Przełęczy Spalonej w Górach Bystrzyckich.

Schronisko PTTK "Jagodna" na Przełęczy Spalonej w Górach Bystrzyckich. Jedno z lepszych schronisk w polskich górach. Fajna atmosfera, dobre żarełko i ciekawe piwa w ofercie. Porcje na talerzu sążniste, niemal dwuosobowe.
Na dopełnienie tych komplementów należy dodać że respektują dwudziestoprocentową zniżkę dla członków DAV. Miejsce ze wszechmiar warte polecenia, i w zimie i latem!



PS: A na pożegnanie z klimatami Jagodnej wielka, słodka szarlotka.


sobota, 18 stycznia 2020

Orlica i Masarykova Chata. Góry Orlickie.

Dzień drugi. Orlica i Masarykova Chata w Górach Orlickich.

Poranek jest szary. Niski pułap chmur i lekki deszczyk. Prognozy pogody zapowiadają opady śniegu. I rzeczywiście, przepowiednie sprawdzają się. Po śniadaniu deszcz zamienia się w deszcz ze śniegiem, chwilę później pada już tylko śnieg.

Pakujemy się do samochodu i jedziemy do Zieleńca. Tu już śniegu jest całkiem sporo. Wchodzimy na Orlicę, najwyższy szczyt polskiej części Gór Orlickich. Na szerokich i rozległych grzbietach jest zupełnie biało, choć śniegu nie jest wiele to to jednak skutecznie przykrywa on całą ziemię, treawy i las.


Obiad w Masarykovej Chacie. Mimo bandyckiego przelicznika płacimy złotówkami, koron po prostu nie mamy. W schroniskowej jadalni na wszystkich jedzących i pijących z dużego zdjęcia z powagą spogląda patron chaty, pierwszy i jak się później okazało najdłużej urzędujący prezydent Republiki Czechosłowackiej, Tomáš Garrigue Masaryk, zwany w skrócie TGM. Z powagą, a może z pobłażaniem spogląda na grupę Polaków siedzących przy sąsiednim stole, głośno zastanawiających się kim to on jest, kogo to zdjęcie przedstawia. Sienkiewicz? Bolesław Prus może? Gdyby oni wiedzieli jakie zdanie o II Rzeczpospolitej miał Masaryk, jaką opinię miał o Piłsudskim i jego autorytarnych rządach po Przewrocie Majowym, całe te wcześniej wypite czeskie piwo pewnie by na stół wypluli.

Schodzimy do Zieleńca wzdłuż trasy narciarskiej. Na głównej ulicy tłok i smród spalin. Szybko wracamy do cichej i spokojnej Jagodnej
 

piątek, 17 stycznia 2020

Na Przełęcz Spaloną z Gorzanowa. Góry Bystrzyckie.

Trzydniowy weekend na Ziemi Kłodzkiej. Rodzina przesiaduje w schronisku PTTK "Jagodna" na Przełęczy Spalonej już od tygodnia. Biorę wolny piątek i postanawiam dołączyć do grupy  docierając na miejsce na własnych nogach.

Dzień pierwszy. Na Przełęcz Spaloną z Gorzanowa.

 

Poranny pociąg do Wrocławia, tam chwila przerwy i przesiadka na rozklekotany "elektryczny zespół trakcyjny" Przewozów Regionalnych do Międzylesia. Słoneczny, lekko mglisty i oszroniony poranek. temperatura kilka stopni poniżej zera.
Wysiadam w Gorzanowie, trzy stacje za Kłodzkiem. Renesansowy pałac i starawą, lekko zaniedbaną zabudowę wioski mijam jeszcze w przymrozku. Drzewa. krzewy i trawy pokryte białą szadzią. Myślę sobie: wyszaleję się dziś fotograficznie! Łapię za aparat i robię kilka zdjęć... I co się dzieje...? Nagły powiew ciepłego, południowego wiatru w ciągu niecałego kwadransa wytapia całe te białe, lukrowo - szadziowe cudo. Wszystko spływa wielkimi kroplami wody. Zdążyłem zrobić ledwie kilka fotek, tylko kilka. Pierwszy raz, chyba tak, pierwszy raz, widziałem takie zjawisko. Niecały kwadrans i nastała wiosna!


Ruszam w drogę. przede mną szlak, najpierw dość płaski do Starej Łomnicy, potem w górę na zdecydowanie wybijający się od tej strony uskok zrębowych Gór Bystrzyckich. Gdy wchodzę na górny skraj płaszczowiny dopada mnie porywisty wiatr. Tu na górze, na odsłoniętych polanach nic nie staje mu na przeszkodzie.
Odnajduję "Wieczność", długą drogę ciągnącą się niemal przez całe Góry Bystrzyckie, odnajduję "Strażnika Wieczności", "Szarego Człowieka" , dość naiwny w swojej formie kamienny posąg postawiony jeszcze w dziewiętnastym wieku w miejscu gdzie według legend zamarzł jeden z mieszkańców pobliskiej wioski Nesselgrund, dziś Pokrzywno. Mijam ruiny fortu Wilhelma na Wójtowskiej Równi i schodzę do doliny Bystrzycy, do przysiółka Młoty. Nisko w dolinie, nie fajnie, teraz jeszcze czterokilometrowe podejście drogą na Przełęcz Spaloną.

Ruszam niespiesznie asfaltową drogą, bez entuzjazmu i nawet odrobiny zapału. Obiecuję sobie że gdy trafi się okazja to będę próbował łapać podwózkę. Okazja się zdarza. Miejscowi drwale wracający z roboty w lesie podwożą mnie pod same drzwi schroniska Jagodna na Przełęczy Spalonej.

Gdy wchodzę do schroniskowej jadalni spotykam mojego psa, Bąbel patrzy na mnie zdziwiony jakby chciał powiedzieć: "A skąd ten facet się tu, do cholery, wziął..."