Kozieławy.

Podjechaliśmy samochodem do Łączy. Ale tym tym razem Łącza tylko jako początek wycieczki. Początek wycieczki w tereny częściowo nieznane, częściowo rozjeżdżone już całkiem porządnie. Postanowiliśmy odnaleźć Kozieławy. Mityczne, owiane turystycznymi legendami, Kozieławy. Oczywiście przesadzam w tych słowach bo miejsce jest oznakowane, zaopatrzone w solidne „odpocziwadlo” i prowadzi przezeń szlak turystyczny. Cała „mityczność” polegała na tym że wiele osób mówiło że jest tam pięknie, wiele osób mówiło że się wybiera ale nie może dotrzeć, że i ja w końcu nigdy tam nie byłem. Wyjechaliśmy z Łączy wspólnie poprowadzonymi szlakami, czarnym i niebieskim. Po jakimś czasie niebieski odskoczył na południe, do Kotlarni, a my dalej pojechaliśmy za znakami czarnego. Tenże czarny szlak doprowadził nas, bez większych trudności zresztą, do stawów na Kozieławach. Spora wiata z miejscem na ognisko, tablice informacyjne i pamiątkowe kamienne tablice upamiętniające pożar lasu z 1992 roku – wszystko dziełem Związku Łowieckiego i Nadleśnictwa Kędzierzyn-Koźle. Nasza dalsza trasa to Stara Kuźnia, potem Kotlarnia z klasycystycznym kościółkiem, niegdyś ewangelickim, pamiętającym czasy gwałtownej industrializacji tej części Górnego Śląska w pierwszej połowie XVII wieku, gdy w gęstych lasach na licznych wyrębach wyrastały huty i kuźnie. Z Kotlarni jedziemy w kierunku kaplicy Św. Magdaleny. Po drodze mijamy trzy stare, lekko pordzewiałe, pomnikowe parowozy. Stoją przed budynkiem dyrekcji kopalni piasku. Niegdyś ciągały wagony z piaskiem, jeden z nich to Ty-2 czyli „Kriegslok”, jeszcze niemiecka produkcja wojenna. Do Łączy wracamy Szpanwegiem. Łapiemy jedną panę. Naprawa koła w mokrej scenerii. Wkrótce zaczyna zdecydowanie siąpić deszcz. Do samochodu docieramy lekko zmoczeni.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Górny Śląsk, rower. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *