











Grudniowa, niby zimowa, choć jeszcze całkiem zielona wycieczka w czeski fragment Gór Stołowych.










Sobotni spacerek na Fürstenberg. Śniegiem pobielony las, na chwilę przed zachodem słońca.





Kolorowa jesień. Chyba ostatnie podrywy.




Korona Tarnowskich Gór czyli Sucha Góra (352m npm) i Góra Cipiorg (340m npm).
Suchogórski Labirynt Skalny i Doły Piekarskie. Mała wycieczka na granicy dnia i nocy, w ciepłym świetle zachodzącego słońca. Ale ciepłe było tylko to światło słoneczne bo temperatura powietrza jakoś koło 8 stopni Celsjusza.








W tym dniu tylko lasy wokół Rud. Tak to jest gdy masa pracy, niezrobione projekty po nocach się śnią a niespiesznie lecz zdecydowanie zbliżają się zaplanowane wyjazdy. Jeszcze czas ale roboty tyle że nie można sobie pozwolić na zbyt wiele wolnego, tym bardziej że po styczniowej grypie-niegrypie tyłów sporo.
By jakoś odzyskać resztki sprawności i kondycji szybki spacerek po lesie. Zielona Klasa, Stary Barach, Zakazana. 12 kilometrów. Pogoda zmienna, raz słońce, raz padający śnieg.





Staw nr 727 zwany także Czarnym Stawem. Ze swoimi imiennikami w Tatrach i Pirenejach ma niewiele wspólnego. Staw ten to pogórnicze zapadlisko więc zamiast urzekać pięknem raczej straszy wodą zalatującą mułem i tonącym, umierającym lasem.
Zdjęcia te dedykuję różnej maści zamorskim patriotom mieszkającym gdzieś na Wyspach Brytyjskich (daleko to i bezpiecznie) i rojącym sobie o wielkości polskiego górnictwa węglowego. Gardłującym tu i ówdzie o wspaniałych jego perspektywach tak “podle” blokowanych przez Niemcy i Unię Europejską.
Zabierzcie do siebie ten cały pokopalniany syf, zapadliska, szkody górnicze, zniszczone domy, zatrute rzeki i umierające lasy. Zabierzcie do siebie i tam sobie ten patriotyczny węgiel kopcie.
Katowice, Stare Panewniki.



Praca przy komputerze wykańcza. Psychicznie i fizycznie. Jedynie regularne spacery i wycieczki w zieloną przyrodę trzymają mnie jeszcze przy życiu.
Nie inaczej tym razem. Wygodne buty, aparat fotograficzny pod pachę i do lasu. Bargłówka, Orły. Tam wieczorem światło bywa zaczarowane.



Sobotnia, jednodniowa wycieczka w Beskid Śląski. Dojazd i powró pociągami Kolei Śląskich. Trasa spacerowa, po drodze dwa schroniska w których dawno już nie byłem. Głębce, Kiczora, Stożek, Soszów, Skolnity, Dziechcinka. Upalny, lipcowy dzień w kipiących zielskiem okolicach Wisły.



Wiosenny weekend w Beskidach. Jak za dawnych lat.
W sobotę wejście z Węgierskiej Górki przez Abrahamów i Słowiankę na szczyt Romanki. Potem dalej na Rysiankę, na biwak pod namiotami. W niedzielę zejście przez Boraczą i Prusów do Ciśca.
Wreszcie wiosna, wreszcie słońce…
Wyjazd był pomyślany jako ostatnie sprawdzenie ludzi i sprzętu przed nieco większą wyprawą w góry. Pomysł okazał się być słusznym. Wnioski i zalecenia są jasne i klarowne – drobniejsze i mniej drobne naprawy i uzupełnienia sprzętowe. Do tego nowy namiot bo stary niby dobry ale niski i ciasny. Ludzie też do lekkiej poprawki… Ale to już chyba “in the next live”… 🙂

