poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Dolina Dłubni.

Rowerowa wyprawa w Dolinę Dłubni. Taki doktorat z Jury, Zresztą ostatnio tylko takie doktoraty na Jurze robię. Wyszło 73,5km rowerkiem po dość pagórkowatym terenie. Na zjazdach gwizd powietrza w uszach. Koło Jangrotu na liczniku pokazało 69,6km/h. Ech, tak niewiele brakowało do siedmiu dych. Ale dobre i to - to mój nowy rekord życiowy na rowerze.

Kościół św. Mikołaja od stuleci dumnie góruje nad Wysocicami. Usytuowany jest na niewielkim wzniesieniu, stromo opadającym w dół, otoczony murem oraz kilkoma starymi lipami. Jego bryłę cechuje surowość, wynikająca z proporcji budowli, prostota jak i powaga kształtów. Oszczędzony przez czas i historię, zachował się do naszych czasów niemal w niezmienionej formie.

Pod względem układu kościół ten nawiązuje do szeroko rozpowszechnionej grupy jednonawowych świątyń wiejskich, reprezentujących schemat tzw. „pełny”, obejmujący nawę zbliżoną do kwadratu, węższe i krótkie prezbiterium zamknięte półkolistą apsydą oraz wieżę od zachodu. Stan obecny świątyni niewiele odbiega od pierwotnego – jedynie obniżono nieco kalenice, a górne warstwy ciosów wapiennych uzupełniono cegłą, poszerzono także niektóre otwory okienne w nawie i prezbiterium od strony południowej oraz przemurowano sklepienia absydy. W 1779 roku zbudowano strop, w tym samym wieku dobudowano zakrystię. Doszła też kruchta, a na romańskim ostrosłupowym hełmie postawiono barokową latarnię, podobna góruje nad kalenicą nawy. Gładkie powierzchnie kamiennych ścian są pokryte precyzyjną siatką spoin i wzbogacone monumentalnymi akcentami plastycznymi.

W przyziemiu stosunkowo potężnej wieży mieści się sklepiona krzyżowo cela, niedostępna od zewnątrz (pierwotnie była otwarta do wnętrza nawy), ponad nią natomiast – na piętrze empora, również w pomieszczeniu sklepionym, dostępnym schodami w grubości muru. Empora ta posiada we wschodniej, wybrzuszonej ścianie płytką apsydę, przesklepioną półkoliście, przeprutą okienkami otwartymi do wnętrza kościoła. Empory w kościołach niewielkich mogły być pomocne podczas sprawowania liturgii, np. w okresie świąt Wielkanocy; mogły też stanowić miejsce zarezerwowane dla możnego obecnego w kościele podczas nabożeństwa. Ale niekiedy – np. w datowanym na lata 1170-1220 kościele w Wysocicach – kształtowano je omal na pewno w celu zapewnienia możnemu schronienia podczas zamieszek czy napadów. Wysocicka empora oglądana od strony nawy czyni wrażenie jakby bunkra wystającego ze ściany wieży na wysokości około 3 m nad posadzką

Kościół wysocicki zachował się w całości nie tylko we wszystkich swych pierwotnych częściach składowych, ale również z pełnym i stosunkowo bogatym wystrojem architektonicznym. Zalicza się tu portal z płaskorzeźbionym tympanonem, ślepe okienka dwudzielne (biforia) w najwyższej kondygnacji wieży z zachowanymi kolumienkami i kapitelami oraz monumentalna statua Najświętszej Panny Marii na tronie na szczycie wschodnim.

Tympanon portalu kościoła w Wysocicach jest jednym z najbogatszych dzieł rzeźby romańskiej w Polsce. Pośrodku umieszczono wyobrażenie siedzącego na tronie Chrystusa-Zwycięzcy, który depcze dwie bestie. Chrystus błogosławi prawą ręką, a w lewej trzyma symbol zmartwychwstania – krzyż z chorągiewką. Z jednej strony wyobrażone zostało Boże Narodzenie, a z drugiej klęczy biskup z kielichem oraz zakonnik z uniesionymi ku górze dłońmi. Prawdopodobnie tympanon przeznaczony był pierwotnie do pobliskiego klasztoru norbertanek w Imbramowicach, skąd w niewiadomych okolicznościach przeniesiony został do Wysocic. Tympanon ten powstał zapewne w drugim lub trzecim dziesięcioleciu XIII w. (źródło: Wikipedia)

 Przydatne linki

sobota, 13 sierpnia 2016

Załęczański Łuk Warty.

Dawno planowana rajza na Jurę Wieluńską. W końcu doszła do skutku. Rowerowy trip w okolicy tak zwanego Załęczańskiego Łuku Warty. Trochę asfaltów, trochę upiornych piachów. W sumie 71 km.

Załęczański Park Krajobrazowy – park krajobrazowy na Wyżynie Woźnicko-Wieluńskiej, w województwach łódzkim, opolskim i śląskim. Utworzony został 5 stycznia 1978 roku, jako pierwszy w centralnej Polsce. Celem jego powołania była ochrona jurajskiego krajobrazu Wyżyny Wieluńskiej.

Park obejmuje tereny leżące w zakolu rzeki Warty, tzw. Łuk Załęczański, oraz przełomy Warty przez Wyżynę Wieluńską - Działoszyński i Krzeczowski. (źródło: Wikipedia)

sobota, 30 lipca 2016

Stary szałas.

Podczas porządkowania szuflad i półek wpadło mi w ręce pudełko ze starymi negatywami. Jest tego trochę, wszystko jeszcze z ubiegłego tysiąclecia. Może kiedyś coś się z tego zeskanuje, może coś się pokaże na blogu. Na początek stary, beskidzki szałas. Gdzieś przy czarnym szlaku z Brennej na Stary Groń. Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku. Dziś z całą pewnością nie ma najmniejszego śladu po nim.


sobota, 9 lipca 2016

Worek Raczański.


Dwudniowa wycieczka w tak zwany Worek Raczański.

Wybraliśmy się dość niespodziewanie choć pomysł tej trasy rodził się w głowie od dawna. Ja, moja nastoletnia córka i pies - taka okolicznościowa zgraja. Niestety czasu mieliśmy niewiele bowiem już w niedzielę musieliśmy być w domu. Ledwie piątkowe popołudnie i sobota.
Dotarliśmy do Rycerki prawie wieczorem, w pięknej, słonecznej aczkolwiek rześkiej aurze. Nieco błądząc, zaliczając po drodze wierzchołek Praszywki dotarliśmy do bazy namiotowej na Przysłópie Potóckim. Na obsadzie Marek Koszmarek, kolega z dawnych, studencko-przewodnickich lat. Rozmowy przy ognisku ciągną się długo w noc.


Śpimy w namiocie, jak za dawnych lat. W nocy mamy atrakcje: wpierw porywisty wiatr usiłuje porwać namiot, potem ulewa próbuje go wbić w ziemię, na końcu mamy powódź w namiocie. I kogo bawią takie rzeczy? Tylko takich wariatów jak my.

Nazajutrz poranek wilgotny, mglisto-słoneczny. Ruszamy w drogę koło dziesiątej rano. Robi się ciepło, skwarno i duszno. Na szczycie Bendoszki Wielkiej widzimy nadchodzącą od strony masywu Romanki sporą ulewę. Szybko schodzimy na Przegibek. Z burzy robi się tylko krótki deszcz.

Szlak z Przegibka na Raczą jest długi. Trzy i pół godziny marszu jak nic. Po deszczu, w palącym słońcu zaczyna być męczący. Gdzieś w okolicach Śrubitej pogoda odmienia się i spada gwałtowna, letnia ulewa. Chronimy się w lesie pod drzewami, zmęczony nieprzespaną nocą pies niemal natychmiast przysypia w igliwiu. Po krótkim deszczu staje się naszym udziałem przepiękne widowisko przyrody. Mgły podnoszące się po ulewie prześwietlane promieniami słońca, wilgoć i zapach lasu. Krótkie acz zachwycające widowisko.

Dochodzimy na szczyt Wielkiej Raczy grzbietem poprzetykanym lasem i łąkami. Widoki z hal i polan piękne: Mała Fatra, Góry Choczańskie, Beskidy Orawskie. W schronisku obiad a potem już tylko zejście do Rycerki. Pogoda wbrew pozorom dopisała.

Trasa: Rycerka Górna - Przysłóp Potócki - Przegibek - Wielka Racza - Rycerka Górna.
Grupa Wielkiej Raczy (tzw. Worek Raczański) – grupa górska w południowo-zachodniej części Beskidu Żywieckiego; przylega od północy i południa do fragmentu głównego grzbietu karpackiego, na granicy graniczy z Beskidem Kisuckim oraz Beskidami Orawskimi.
Granicę tej grupy stanowią:
    od zachodu: Przełęcz Zwardońska,
    od wschodu: przełęcz Glinka (Ujsolska). Czasami jednak wyróżnia się Grupę Oszusa i wówczas od wschodu granicę Grupy Wielkiej Raczy stanowi przełęcz Przysłop.

"Dno" Worka Raczańskiego to fragment granicznego grzbietu od Wielkiej Raczy po Wielką Rycerzową i bocznego grzbietu przez Małą Rycerzową i Wiertalówkę do Muńcuła.
Z dna Worka wypływają ku północy źródłowe potoki Soły, a ich doliny rozdzielane są przez boczne grzbiety, m.in. Bendoszki Wielkiej, Kiczorki (Mładej Hory) i Muńcuła. (źródło: Wikipedia)

Przydatne linki 


niedziela, 19 czerwca 2016

Gorce. Pasmo Lubania.

I ostatni dzień wycieczki. Pasmo Lubania, w całej swej rozciągłości. Poranek na Studzionkach piękny, słoneczny i ciepły. Później - jakby coraz słoneczniej i cieplej, aż do przesady. Dotarłem na szczyt Lubania około południa po ponad  3 godzinach marszu w skwarze i duchocie, w asyście chmary much. Na wieży widokowej wieje! Jest chłodno a upierdliwe muchy porwało gdzieś na Podhale albo i Spisz. Widoki z tarasu wieży dalekie mimo oznak nadchodzącej burzy. Zejście szlakiem do Krościenka nad Dunajcem jest długie i nużące. Zmęczone i ugniecione w butach nogi już dają o sobie znać a w miarę schodzenia w dół upał rośnie. Resztkami motywacji, bo sił jeszcze trochę było w zanadrzu, docieram do krościeńskiego rynku z jego knajpkami, parasolkami i zimnymi "izotonikami". Gdy wyjeżdżam autobusem z miasteczka zaczyna padać deszcz. Weekend spędzony na czerwonym szlaku należy zaliczyć do udanych, plan został zrealizowany w całości.
Według ludowych podań Lubań to miejsce przeklęte i magiczne zarazem. Miejscowi czarownicy toczyli tutaj między sobą spory. Po wypowiedzeniu przez jednego z baców-czarowników straszliwego przekleństwa całe stado owiec wraz z z juhasami zapadło się pod ziemię. Podobno w dniu św. Jakuba (25 lipca) z tego miejsca wydobywają się spod ziemi okrzyki juhasów i dzwonki owiec. (źródło: Wikipedia)

Przydatne linki